Reklama w kinie, niekoniecznie on screen

curitibazoo1.jpgDzisiejszy Presserwis podał informację, że liczba reklamodawców w kinach wzrosła na tyle, że w blokach reklamowych może zabraknąć miejsc. Zamiast więc “pchać się” ze spotem do zatłoczonych już bloków (na które część osób i tak się spóźnia), warto pochylić się nad rozwiązaniami off-screenowymi (tym bardziej, że w tym roku frekwencja kinowa szacowana jest na 36 mln widzów). Wybór jest duży: od brandowanych kubków na popcorn aż do plakatów w gablotach “Gramy” (tak - tych dotychczas zarezerwowanych wyłącznie dla plakatów promujących filmy; zwróćcie uwagę, gdzie w sieci SilverScreen umieszczone są reklamy nowej serii do włosów NIVEA Hair Care). Do ciekawszych rozwiązań należą jednak naklejki świecące po zgaszeniu świateł. Poniżej świetny (kontekstowy!) przykład takiej realizacji.

Za pomocą oczu dzikich zwierząt, świecących w ciemnościach sali kinowej, Curitiba Zoo w Brazylii promuje możliwość odwiedzenia zoo… w nocy. Przekonujące i… przerażające :).

curitibazoo.jpg

Agencja: Master, Curitiba, Brazil

Via: Ads of the World

Podobne wpisy:
dodajdo

 
 

1 Komentarz dla “Reklama w kinie, niekoniecznie on screen”

  1. pluton_1 (5 marzec 2008, 21:56 )

    Witam,

    z góry muszę powiedzieć że nie jestem z branży i nie znam się na reklamie. Ale tak sobie myślę, że reklama to zmora naszych czasów. Trudno jednak - przy obecnym rozwoju technologicznym powodującym łatwość produkcji i w efekcie tworzącym rynek konsumenta - nie da się bez niej obejść. Komuś te towary, które tak łatwo się teraz wytwarza, trzeba sprzedać.

    No ale z tymi kubkami na popcorny to już przesada. Popcorny w kinach to horror. Obrzydzają mi one kino zupełnie. Wybieram się na jakiś ciekawy film i z góry się cieszę na jego oglądanie. Idę więc do kina, kupuję bilet i wchodzę do środka. A tu, już w hallu wali - jak obuchem w łeb – wszechogarniający smród popcornu. Pędem więc gonię do sali kinowej, w nadziei że tam będzie lepiej. Ale gdzie tam. Nie tylko, że ‘zapach’, ale jeszcze las ogromnych kubków z popcornami w każdej ręce.

    No i w efekcie z filmu nici, przynajmniej z pierwszej połowy - zanim kubki się nie opróżnią a ręce i żuchwy nie przestaną się poruszać. Dopiero wtedy spokojnie można obejrzeć film. Ale pierwsza połowa już przepadła nie mówiąc o nastroju.

    I ciągle zadaję sobie to samo pytanie. Po co ludzie idą do kina - oglądać film czy jeść popcorny?

    Wiem, że mój komentarz jest w zasadzie nie na temat. Tekst „Reklama w kinie…” przedstawia i ocenia formy reklamy pod względem ich atrakcyjności, skuteczności, itd. Ja natomiast oceniam samą reklamę, to czy reklama jako taka, jest dobra czy zła (szczególnie popcorny ). No ale jak przeczytałem o tych kubkach, że jeszcze tam mają być reklamy, to nie mogłem się oprzeć, żeby nie wtrącić swoich ‘trzech groszy’ w sprawie.

    Pozdrawiam,
    konserwatysta (zatwardziały)

Dodaj komentarz: