Chorągiewki McCaina

O. No i proszę. Reklama w psich odchodach wchodzi do mainstreamu. A jeśli nie do mainstreamu, to do polityki przynajmniej. Butik kreatywny Granite Pass, sympatyzujący podobno z Barackiem Obamą, włożył reklamowe chorągiewki Johna McCaina w psie kupy. Akcja oczywiście bardzo fajna (mocno kontekstowa) - nasuwa się tylko pytanie, komu ma się przysłużyć? Obamie? Hm. Nie sądzę. Jej twórcy zapomnieli chyba, że w przypadku kampanii polityków, im więcej dane nazwisko pojawia się w naszym otoczeniu, tym więcej głosów dany polityk potem zdobywa (tak, tak - dlatego w okresie jakichkolwiek wyborów zdjęcia i nazwiska kandydatów atakują nas z każdej latarni, z każdego płotu i z każdego drzewa :)).

| Czytaj całość wpisu… »


Internet i outdoor trzymają się razem

Generalnie jest tak, że konsumenci oceniają outdoor jako najmniej inwazyjną formę reklamy. Oczywiście jest to dość zaskakujące, bo outdoor to jedyne medium, które z założenia jest czystą reklamą (nie zapewnia żadnej wartości informacyjnej - oprócz informacji reklamowej oczywiście - ani rozrywkowej, dla których to użytkownicy korzystają z innych mediów). Jeżeli chodzi o Internet to nie ma z kolei innego medium, które mogłoby pobić jego interaktywność. Połączenie więc outdooru i Internetu w JEDNEJ kreacji reklamowej daje naprawdę bardzo ciekawe efekty. Jakiś czas temu pisałam o akcji dla aparatu Casio Exilim (użytkownicy mieli ustawić się przed zwykłym billboardem po to, żeby w ciągu 10 min. znaleźć się na YouTube), a dziś podobny przykład z tej kategorii. W Nowej Zelandii (a dokładnie w Auckland, na Albert Street) na specjalnym billboardzie została umieszczona gigantyczna pinezka i tuż obok niej całkiem spory balon (w kształcie truskawki), który jest stopniowo nadmuchiwany.

| Czytaj całość wpisu… »


Zamówienie z Amazona - cz. 1

Wczoraj przyszła pierwsza część mojego ostatniego zamówienia z Amazona. Na razie tylko cztery książki (1. Critical mass: how one thing leads to another; 2. Microtrends: surprising tales of the way we live today; 3. The advertised mind: groundbreaking insights into how our brains respond to advertising; 4. Predictably irrational: the hidden forces that shape our decisions), ale wszystkie są tak super, że muszę się nimi od razu (tzn. jeszcze przed przeczytaniem :)) podzielić. Wszystkie z tzw. kategorii “consumer behaviour”. Poniżej krótkie “recenzje” po tzw. szybkim przejrzeniu, szersze opracowania mam nadzieję wkrótce* - już po przeczytaniu.

| Czytaj całość wpisu… »


Domino City, czyli część 5 reklamy Sony Bravia

Sony wypuściło właśnie na rynek kolejny spot. Piąty z serii. Tym razem nie ma w nim piłek, farby, plasteliny ani piany. Ale jest za to domino (czyli pozostajemy w obszarze dziecięcych zabawek, jakby nie patrzeć). Kręcony w Indiach, przez 10 dni, przy czynnym udziale 132-osobowej ekipy jest oczywiście bardzo piękny i bardzo kolorowy. Ale po obejrzeniu zwłaszcza making-of, dochodzę do wniosku, że nie ma już takiego rozmachu jak poprzednie “odcinki”. Tym bardziej, że wykorzystano zaledwie 100 klocków domina (nie ma znaczenia, że jeden taki klocek miał prawie 2 m wysokości). Nie ma co ukrywać, kilkanaście (a później zmontowanych w “setki”) przewracających się klocków nie robi już takiego wrażenia jak tysiące piłek na ulicach San Francisco czy hektolitry farby w Szkocji. Powiem więcej - wygląda to dość… biednie (widać to zwłaszcza w making of). No ale cóż. Wie to najlepiej branża filmowa - sequele (a zwłaszcza części dalsze niż druga) są naprawdę rzadko lepsze od oryginału.

| Czytaj całość wpisu… »


Wykop i co to oznacza

Ponieważ od wczorajszego popołudnia do dziś do godziny ok. 12 mój blog był nieczynny (co na pewno część z Was zauważyła), pozwalam sobie na dwa słowa wyjaśnienia w tej sprawie. Otóż sytuacja taka zdarzyła się, ponieważ wczoraj, mój mąż wrzucił na Wykop newsa o reklamie na przystankach (nie była to, dodam, żadna-zorganizowana-akcja-promocyjna, mój mąż zrobił to samowolnie i bez konsultacji :)). News ten (”z niewiadomych powodów” - ale o tym za moment) okazał się być tak popularny, że w ciągu dwóch godzin od jego publikacji na moją stronę weszło 3 800 osób (dla porównania dodam, że “normalnie” w ciągu dnia wchodzi ok. 100 osób), po czym… serwer padł (w rzeczywistości firma hostująca mojego bloga musiała odłączyć dostęp, ponieważ ruch na współdzielonym serwerze był tak duży, że zagrażał funkcjonowaniu innych stron; oczywiście też w ciągu tych dwóch godzin została “zjedzona” miesięczna wielkość dostępnego transferu). Kiedy niczego nieświadoma wróciłam do domu ok. 21, mój blog nie działał już od dobrych paru godzin. I kiedy mój mąż (winowajca :)) rzucił się do ratowania sytuacji (łącznie z zakładaniem backupów, mirrorów, zwiększaniem transferu i innych takich), ja stwierdziłam, że dzięki tej sytuacji przetestowałam właśnie - organicznie - działanie kilku zasad, wykorzystywanych w marketingu najczęściej intuicyjnie i przypadkowo. Nie ma więc tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo oto do jakich doszłam wniosków.

| Czytaj całość wpisu… »


Z klasyki ambientu, czyli przystanki inaczej

Ponieważ mamy już oficjalnie jesień, a w związku z tą porą roku konieczne są zawsze pewne przetasowania wykorzystywanych mediów (bo dzień krótszy, bo mniej ludzi na dworze etc. etc.), dziś subiektywny przegląd najciekawszych realizacji przystankowych. Specjalnie wybrałam citylighty, bo to akurat bardzo dobry “jesienny” nośnik (przede wszystkim dlatego, że jest podświetlany - nie ma więc znaczenia, że robi się ciemno o 16). Tak przy okazji muszę powiedzieć, że CL to w ogóle fajny nośnik - do jego zalet należy przede wszystkim długi czas kontaktu z odbiorcą (średni czas oczekiwania na przystanku to ok. 7 minut, a respondenci deklarują, że w trakcie oczekiwania na autobus/tramwaj albo spacerują, albo czytają reklamy umieszczone we wiacie). W przypadku CL trzeba jednak pamiętać, że bardzo silnie nadreprezentowana jest tu grupa młodzieży. Ponad połowa osób, które deklarują, że zwracają uwagę na tę formę reklamy, jest w wieku 15-34 lata. Tak więc nie zawsze jest to najlepszy nośnik dla wszystkich kategorii produktów (ostatnio zastanawiałam się nad sensem reklamowania na CL laptopów za 3,5k PLN - właśnie trwa taka kampania Orange i Della). Ale dobra. Już więcej nie mówię. Zapraszam do oglądania :).

| Czytaj całość wpisu… »


Co robisz, gdy widzisz ekshibicjonistę w parku?

No cóż. Chyba nie zrozumiem toku myślenia producentów męskiej bielizny. Najpierw był Styx i “niewchodzenie do tyłka”, a teraz mamy kolejną niestandardową reklamę z tej branży. Marka Eggo Man’s Underwear idzie o krok dalej i wykorzystuje do swojej promocji… ekshibicjonistę. Dzięki Bogu papierowego, ale i tak ustawionego w parku w krzakach. W mojej ocenie ta forma komunikacji jest chybiona dwukrotnie. Po pierwsze - z tego co wiem, ekshibicjoniści obnażają się przed kobietami (a oferta Eggo skierowana jest przecież do mężczyzn*). Po drugie - jeśli kobieta spotka na swojej drodze ekshibicjonistę, to - no cóż - raczej nie przygląda się temu, co ów nieszczęśnik ma pod płaszczem.

| Czytaj całość wpisu… »


Ominąć korek i przemknąć się pod radarem - prezentacja

W zeszłą niedzielę miałam przyjemność prowadzić zajęcia z niestandardowych form komunikacji marketingowej w warszawskiej Szkole Mistrzów Reklamy. Dziś zamieszczam swoją prezentację z tych zajęć. O części przykładów, które znalazły się w prezentacji, pisałam już na blogu, ale w materiale znajduje się również kilka dodatkowych kwestii teoretycznych (i praktycznych :)), a całość stanowi swego rodzaju “pigułkę” na temat mechanizmów działania niestandardów. Być może Wam się przyda.
Zamieszczam w dwóch wersjach: jako pokaz slajdów (poniżej) i w wersji .pdf - do ściągnięcia.

| Czytaj całość wpisu… »


Kino: i mamy kolejny zupełnie-nowy-nośnik

Odnoszę wrażenie, że na rynku panuje jakieś takie powszechne przekonanie, że współczesny konsument odrzuca reklamę dla niej samej. To znaczy, że przeszkadza mu reklama w ogóle i nie ma znaczenia, w którym medium została umieszczona. A przecież zupełnie tak nie jest. Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko dwa wskaźniki: zaangażowanie konsumenta w reklamę oraz unikanie przez niego reklamy, to wskaźniki te wypadają zupełnie inaczej w różnych mediach (mam na myśli takie media, jak: TV, radio, kino, magazyny i gazety). Nie jest więc, myślę, zaskoczeniem fakt, że konsument najbardziej zaangażowany jest w reklamę kinową i również reklamę w tym medium w najmniejszym stopniu odrzuca. Nie jest zaskoczeniem, bo po pierwsze w kinie nie za bardzo mamy co innego do roboty w trakcie trwania “bloku reklamowego” (ewentualnie możemy się na niego spóźnić), a poza tym blok ten traktujemy jako część naszego kinowego doświadczenia (vide: trailery). Ale to tak tylko tytułem wstępu, bo kino to przecież nie tylko reklama on-screen.

| Czytaj całość wpisu… »


Co widzisz?

Oto przykład bardzo fajnej akcji outdoorowej. Ale chodzi mi wyłącznie o pomysł (grę słów), bo szczerze mówiąc, nie za bardzo rozumiem, jaki (i czy w ogóle) ma ona związek z reklamowanym produktem. Chodzi o kampanię Burn w Szwajcarii, gdzie promowana jest pod hasłem “Are you bad enough?” (to zresztą podobne do wizerunku Burna w Polsce - my mamy hasło podstawowe “Burn. Niech cię pochłonie” i uzupełniające: “Pokaż swoją mroczną stronę”). Z tego co wiem, Burn to napój energetyczny. Dlaczego więc reklamowany jest za pomocą dwuznacznych, seksualnych skojarzeń? Hm? A może “mobilizację organizmu do maksymalnego wysiłku fizycznego” (bo takie zadanie spełniają przecież napoje energetyczne) powinnam w tym kontekście rozumieć inaczej? Czyli zupełnie nie sportowo?

| Czytaj całość wpisu… »