Ominąć korek i przemknąć się pod radarem - prezentacja

W zeszłą niedzielę miałam przyjemność prowadzić zajęcia z niestandardowych form komunikacji marketingowej w warszawskiej Szkole Mistrzów Reklamy. Dziś zamieszczam swoją prezentację z tych zajęć. O części przykładów, które znalazły się w prezentacji, pisałam już na blogu, ale w materiale znajduje się również kilka dodatkowych kwestii teoretycznych (i praktycznych :)), a całość stanowi swego rodzaju “pigułkę” na temat mechanizmów działania niestandardów. Być może Wam się przyda.
Zamieszczam w dwóch wersjach: jako pokaz slajdów (poniżej) i w wersji .pdf - do ściągnięcia.

| Czytaj całość wpisu… »


Kino: i mamy kolejny zupełnie-nowy-nośnik

Odnoszę wrażenie, że na rynku panuje jakieś takie powszechne przekonanie, że współczesny konsument odrzuca reklamę dla niej samej. To znaczy, że przeszkadza mu reklama w ogóle i nie ma znaczenia, w którym medium została umieszczona. A przecież zupełnie tak nie jest. Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko dwa wskaźniki: zaangażowanie konsumenta w reklamę oraz unikanie przez niego reklamy, to wskaźniki te wypadają zupełnie inaczej w różnych mediach (mam na myśli takie media, jak: TV, radio, kino, magazyny i gazety). Nie jest więc, myślę, zaskoczeniem fakt, że konsument najbardziej zaangażowany jest w reklamę kinową i również reklamę w tym medium w najmniejszym stopniu odrzuca. Nie jest zaskoczeniem, bo po pierwsze w kinie nie za bardzo mamy co innego do roboty w trakcie trwania “bloku reklamowego” (ewentualnie możemy się na niego spóźnić), a poza tym blok ten traktujemy jako część naszego kinowego doświadczenia (vide: trailery). Ale to tak tylko tytułem wstępu, bo kino to przecież nie tylko reklama on-screen.

| Czytaj całość wpisu… »


Co widzisz?

Oto przykład bardzo fajnej akcji outdoorowej. Ale chodzi mi wyłącznie o pomysł (grę słów), bo szczerze mówiąc, nie za bardzo rozumiem, jaki (i czy w ogóle) ma ona związek z reklamowanym produktem. Chodzi o kampanię Burn w Szwajcarii, gdzie promowana jest pod hasłem “Are you bad enough?” (to zresztą podobne do wizerunku Burna w Polsce - my mamy hasło podstawowe “Burn. Niech cię pochłonie” i uzupełniające: “Pokaż swoją mroczną stronę”). Z tego co wiem, Burn to napój energetyczny. Dlaczego więc reklamowany jest za pomocą dwuznacznych, seksualnych skojarzeń? Hm? A może “mobilizację organizmu do maksymalnego wysiłku fizycznego” (bo takie zadanie spełniają przecież napoje energetyczne) powinnam w tym kontekście rozumieć inaczej? Czyli zupełnie nie sportowo?

| Czytaj całość wpisu… »


Nominacje Effie 2008

AKTUALIZACJA 04/11/08
Po wczorajszym ogłoszeniu wyników konkursu Effie 2008 do poniższej listy dodaję informacje o nagrodach (siedem z  moich subiektywnych dziewięciu pozycji zdobyło Effie, w tym dwa złote :)).

No i zapomniałam. A zapisałam sobie drukowanymi literami w kalendarzu. I przypomniało mi się dopiero dzisiaj (i tak całe szczęście, że jeden dzień po, a nie np. tydzień :)). W każdym razie wczoraj oficjalnie ogłoszono listę nominowanych do tegorocznych Effie. I oczywiście wszyscy wiemy, i ja też, że w tym konkursie nie chodzi o wybitne-rozwiązania-kreatywne. Ale mimo tego silnego nastawienia na efekty rynkowe zgłoszonych kampanii, nie jest tak, że na liście są tylko tzw. “przaśne reklamy”. Wśród nominowanych, a później nagrodzonych, zawsze znajdą się prawdziwe perełki (np. w zeszłym roku Złote Effie trafiło m.in. do Red8 za kampanię Zelmera “Testy” oraz do DDB i Tequili za “Flagi” Tyskiego - te kampanie były skuteczne, bo opierały się - obie - na superpomysłach). Wśród tegorocznych nominowanych mam również parę swoich typów (poniżej). | Czytaj całość wpisu… »


Wszystko, co chcieliście wiedzieć o zaangażowaniu, a baliście się zapytać :)

Do tego wpisu zainspirował mnie film (zamieszczam poniżej) z akcji promocyjnej przeprowadzonej przez agencję JWT dla baru Sushi Roll w Australii. Ogólnie chodzi o zaangażowanie - takie trochę słowo-wytrych obecnie, ale pewną oczywistość, jeśli obejrzy się film (BTW: zastanawiam się, czy reklama w telewizji, nawet w czasach swojej najlepszej świetności, była w stanie AŻ TAK zaangażować odbiorcę; nie sądzę…). No więc oglądając ten film, pomyślałam: ale o co chodzi z tym zaangażowaniem? (bo oczywiście sama też zawsze powtarzam tonem-wszechwiedzącym-i-nieznoszącym-sprzeciwu: reklama powinna angażować!). Ha! Jeśli jednak człowiek (tzn. ja :)) zastanowi się głębiej, przychodzi pytanie: ale po co? Dla samego zaangażowania? A może reklama powinna angażować po to, żeby konsument ją dotknął, pomacał czy pogłaskał (jak na wspomnianym filmie właśnie)? Nie mogłam tych pytań pozostawić bez odpowiedzi, więc mamrocząc pod nosem: Proszę mi tu zaraz przedstawić jakieś twarde dane! - zaczęłam ryć swoją bazę.

| Czytaj całość wpisu… »


Marketing bezpośredni w wersji B2B

Szczerze mówiąc, nie przepadam za marketingiem bezpośrednim, zwłaszcza na rynku B2C. Oczywiście wiem, że ta forma komunikacji ewoluuje, że stawia na bezpośrednie relacje itd. itp., ale mimo tego wciąż kojarzy mi się z przesyłkami pocztowymi, telemarketingiem, bazami konsumenckimi, katalogami, kuponami etc. Mówiąc krótko - ze swego rodzaju akwizycją i nachalnością. Trochę inaczej, a właściwie - bardziej kreatywnie, marketing bezpośredni wygląda na rynku B2B. Ostatnio czytałam o bardzo fajnej akcji ZERO for Viruses zorganizowanej dla Windows Server 2008 i skierowanej do menedżerów IT (dostali oni przesyłkę, w której znajdował się specjalny słoiczek zawierający żywe bakterie formujące po 3 dniach napis: zero; film z przygotowania akcji znajduje się tutaj - konieczna rejestracja). A kilka dni temu mój mąż przyniósł mi przesyłkę, która trafiła do jego firmy od dilera Toyoty.

| Czytaj całość wpisu… »


Pamiętasz o oliwkach? Case study kampanii “Oliwki. Perły Hiszpanii.”

AKTUALIZACJA 27/09/08
Ponieważ agencja Orangeblue podesłała mi właśnie więcej materiałów z kampanii dotyczącej hiszpańskich oliwek, zamieniam wpis z “newsa” na “case study”.

Nie sądziłam, że tablica korkowa może zwrócić moją uwagę. Taki prozaiczny przedmiot. A jednak! Dziś zrobiłam zdjęcie nośnika (zamieszczam poniżej) z kampanii “Pamiętaj o hiszpańskich oliwkach”. Zobaczcie sami i powiedzcie, czy nie jest super? :)

| Czytaj całość wpisu… »


Spore - co lepsze: kampania czy gra?

Muszę powiedzieć, że zawsze jestem pod wrażeniem informacji dotyczących rynku gier komputerowych: liczby osób grających (w Stanach gra już podobno 72% populacji), ich wieku (zapomnijcie o 16-latkach, do gier nierzadko zasiadają osoby w wieku 30+), czy wreszcie wielkości budżetów wydawanych na reklamę w grach (wg raportu Branded Entartainment Marketing Forecast 2008-2012* w 2007 roku na tę formę komunikacji wydano 217mln$ i obecnie jest to najszybciej rosnący segment z kategorii branded entartainment; nic dziwnego, w ten sposób marketerzy mają szansę dotrzeć do bardzo atrakcyjnej grupy 18-34, która ogląda znacznie mniej TV, a znacznie więcej gra w gry komputerowe i online). Mimo tego przydługiego wstępu nie będę dziś jednak pisać o advergamingu (to szerszy temat, bardzo ciekawy i na czasie, zbieram więc jeszcze trochę danych, żeby przygotować w miarę wyczerpujący materiał - mam nadzieję, że już wkrótce). Ale w tematyce gier jeszcze przez chwilę zostanę :).

| Czytaj całość wpisu… »


I’m not a Mac and I’m not a PC. Ale kampania jest super.

No więc tak. Niniejszym oficjalnie zabieram głos w dyskusji dotyczącej wyższości Maca nad PC i odwrotnie (hmm… nie przypomina Wam to przypadkiem dyskusji o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą?). Ok. Zacznę zatem od tego, że: I’m not a Mac and I’m not a PC (tak, nie daję się wciągnąć w żadne psychologiczne gierki; polaryzacji, na której opiera się ten niby-konflikt, mam już wystarczająco dość na co dzień: co lepsze? prawica czy lewica? kobieta czy mężczyzna? kitesurfing czy windsurfing? snowboard czy narty? itd. itp. - można tak w nieskończoność…). A dzięki temu, że nie opowiadam się po żadnej ze stron (korzystam z PC BTW), z przyjemnością stwierdzam, że obecna kampania Microsoftu jest super. Dlaczego? Poniżej kilka powodów.

| Czytaj całość wpisu… »


Nie przyszła góra do Mahometa…

Dziś niedziela, więc będzie tematycznie. O niechodzeniu do kościoła. Od razu jednak zaznaczam, że do tematu podchodzę wyłącznie reklamowo. Bez żadnych podtekstów społecznych, religijnych, politycznych, choć oczywiście mam przykrą świadomość problemu laicyzacji Europy, pustych katedr na zachodzie, basenów w starych synagogach i dyskotek w opuszczonych ewangelickich kościołach… Akcja przeprowadzona parę lat temu przez agencję Jung von Matt dla Kościoła Protestanckiego w Niemczech wpisuje się w ten trend. Jej celem było zachęcenie wiernych, aby zaczęli chodzić do kościoła. A ponieważ oni sami nie chcieli tego za bardzo robić, kościół postanowił przyjść do nich. Dosłownie. W ten sposób powstał pierwszy na świecie przenośny (bo nadmuchiwany) kościół.

| Czytaj całość wpisu… »