Dodane: 21 wrzesień 2008 (17:40)
Dziś niedziela, więc będzie tematycznie. O niechodzeniu do kościoła. Od razu jednak zaznaczam, że do tematu podchodzę wyłącznie reklamowo. Bez żadnych podtekstów społecznych, religijnych, politycznych, choć oczywiście mam przykrą świadomość problemu laicyzacji Europy, pustych katedr na zachodzie, basenów w starych synagogach i dyskotek w opuszczonych ewangelickich kościołach… Akcja przeprowadzona parę lat temu przez agencję Jung von Matt dla Kościoła Protestanckiego w Niemczech wpisuje się w ten trend. Jej celem było zachęcenie wiernych, aby zaczęli chodzić do kościoła. A ponieważ oni sami nie chcieli tego za bardzo robić, kościół postanowił przyjść do nich. Dosłownie. W ten sposób powstał pierwszy na świecie przenośny (bo nadmuchiwany) kościół.
| Czytaj całość wpisu… »
Kategorie: Ambient media | 2 komentarze
Dodane: 18 wrzesień 2008 (22:55)
No więc nie ma to jak consumer insight… Ale od początku. Nigdy nie pracowałam w branży bieliźniarskiej, ale nawet gdyby, to i tak pewnie nie przyszłoby mi na myśl, że w przypadku slipów dla mężczyzn ważne jest to, żeby nie wchodziły do… pupy. Nie przyszłoby mi na myśl, bo kobiety nie mają z tym raczej problemu (vide: stringi). Jak się jednak okazuje, myślenie kobiece w tym przypadku się nie sprawdza. Tak. Właśnie uświadomiła mi to czeska firma Styx Underwear. To właśnie ta firma przeprowadziła kampanię prasową pod hasłem: “This is the only time we are getting into your ass.” (tłum. To jedyny raz, kiedy wchodzimy ci do tyłka.)
| Czytaj całość wpisu… »
Kategorie: Prasa | 3 komentarze
Dodane: 18 wrzesień 2008 (0:09)
Przeczytałam dziś o akcji, którą przeprowadził w zeszłym tygodniu Rigips na nośnikach AMS. Tak, tak - chodzi mi o tych żywych ludzi, którzy zasiedli w piątek (12/09) na krzesłach przymocowanych do trzech billboardów w centrum Warszawy (w ten sposób Rigips komunikował wytrzymałość produkowanych przez siebie płyt kartonowo-gipsowych). Akcja oczywiście bardzo fajna. Ale ja nie o tym. Czytając o żywych billboardach Rigipsu, pomyślałam sobie, że wszystkie (albo przynajmniej 95% z nich) niestandardowe akcje prowadzone są… w Warszawie. No więc ja pytam - dlaczego? A ponieważ zapytałam głośno, Marek (kolega z zespołu) odpowiedział, że prawdopodobnie dlatego, że 90% centrali dużych firm mieści się w Warszawie i zawsze dobrze przeprowadzić taką akcję pod oknem prezesa. Ok. Zgadzam się. Ale to nie jedyna przyczyna. I nie najważniejsza.
| Czytaj całość wpisu… »
Kategorie: Ambient media, Marketing partyzancki, Outdoor, Różne | 5 komentarze
Dodane: 16 wrzesień 2008 (22:14)
Widzę, że street art i graffiti wykorzystywane są w reklamie ostatnio coraz częściej. I co ciekawe, po ten rodzaj komunikacji sięgają marki, które z tzw. kulturą uliczną nie miały dotychczas wiele wspólnego. No cóż, nie da się ukryć. Tzw. przestrzeń publiczna (w tym ulice, chodniki, mury, kosze na śmieci etc.) ma wiele zalet. Pierwszą i niezaprzeczalną jest chociażby zasięg (ile ludzi przemieszcza się codziennie głównymi “deptakami” miast: Świętojańską w Gdyni, Półwiejską w Poznaniu czy Nowym Światem w Warszawie?). Drugą - możliwość dotarcia do specyficznych grup docelowych (znając rozkład dnia danej TG i miejsca, w których ta grupa przebywa, można efektywnie=niskokosztowo rozplanować komunikację). Oczywiście, malowanie czarnym sprayem chodników czy bezmyślne rozklejanie naklejek jest nielegalne i takich działań nie pochwalam (w rzeczywistości mają niekorzystny wpływ na postrzeganie marki). Ale taka akcja jak “Dirty Mouth” przeprowadzona przez Orbit, to już zupełnie co innego.
| Czytaj całość wpisu… »
Kategorie: Ambient media | 3 komentarze
Dodane: 16 wrzesień 2008 (0:00)
Uch. Jak ja nie cierpię horrorów. Całe więc szczęście, że nie mieszkam w Nowym Jorku. Dlaczego? Bo w zeszłym tygodniu Times Square został zaatakowany przez Chucky’ego (pamiętacie? tego z horroru Laleczka Chucky?). Gdyby tego było mało, Chucky wystąpił w sześciu osobach jednocześnie. I gonił z tasakiem przypadkowych przechodniów… W taki oto “przemiły” sposób 20th Century Fox promował 20-rocznicowe wydanie na DVD filmu Child’s Play (pol. tytuł Laleczka Chucky). Nagranie przedstawiające to, co działo się na Times Square - poniżej. I choć premiera Chucky’ego miała miejsce dokładnie 20 lat temu, jego legenda - jak widać po reakcjach przechodniów - wciąż jest żywa (ja sama, gdybym spotkała taką “laleczkę”, wiałabym ile sił w nogach… :)).
| Czytaj całość wpisu… »
Kategorie: Marketing partyzancki | 2 komentarze
Dodane: 15 wrzesień 2008 (23:10)
A-ha! I mamy polską adaptację kreacji przygotowanej ostatnio dla zapalniczek Zippo. Pamiętacie? Scyscraper podzielony na dwie części? Ten dolny z drgającym płomieniem? Wchodzący w interakcję z górną częścią? No więc wystarczyło kilka dni i mamy polską wersję tej reklamy. I to nie dla zapalniczek, bynajmniej.
Otóż w polskiej wersji (nadesłał Kaczy - bardzo dziękuję!) od “dolnej” zapalniczki zajmuje się samochód. Kierowca jednak pożarem się nie martwi, bo ma… ubezpieczenie AXA. Pełną wersję kreacji można obejrzeć tu. Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, czy faktyczna inspiracja, ale szczerze mówiąc, wcale mi nie przeszkadza, że pomysł został powielony. W wersji “ubezpieczeniowej” jest równie fajny.
Kategorie: Internet | 5 komentarze
Dodane: 14 wrzesień 2008 (22:37)
A właściwie Polska vs Italia. No więc tak. Hatfield Quality Meats - amerykańska firma wędliniarska (oferująca wyroby z wieprzowiny) - w ramach działań marketingu doświadczeń stworzyła stół do gry w piłkarzyki. Zamiast piłkarzyków są jednak kiełbasy. Po jednej stronie brązowe, po drugiej czerwone. Nie jest to co prawda jakieś super-hiper-niestandardowe-działanie, ale piszę o tych nieszczęsnych kiełbaso-piłkarzykach, bo zaintrygowało mnie coś zupełnie innego. Otóż na stole foosballowym, pod kiełbasami, umieszczony jest napis: Polska - Italia.
| Czytaj całość wpisu… »
Kategorie: Różne | 1 komentarz
Dodane: 9 wrzesień 2008 (22:42)
Ostatnio - przy okazji wpisu o Centralwings - otworzyłam swój kuferek z przykładami niestandardowych działań promocyjnych i… przepadłam. Tyle mam tam fajnych materiałów, o których zupełnie zapomniałam! Między innymi wpadła mi w ręce kartka, której zdjęcia zamieszczam poniżej. Przyznaję - najpierw pomyślałam, że nie będę o niej pisać. No bo wakacje, bo jeszcze ciepło i takie-tam. Że wrócę do tematu w grudniu. Ale w grudniu na pewno będzie inna kartka. Bardziej aktualna. I ta znaleziona popadłaby już w totalne zapomnienie (albo w odmęty czerwonego kuferka :)). A tak - ma swoje 5 minut. Tym bardziej że to bardzo fajna kartka. Świąteczno-noworoczna. Reglamentowana. I, owszem, przeterminowana (2006 rok bodajże). Ale zwraca uwagę pomysłem i do dziś wyróżnia się na tle innych bożonarodzeniowych kartek (”opętanych” przez bałwanki, gwiazdki i śnieżek :)). Zobaczcie sami. A jeśli mielibyście potrzebę skorzystania z “dóbr niematerialnych” - proszę bardzo (hmm… odstępowanie kartek było dawniej chyba nielegalne… :)).
| Czytaj całość wpisu… »
Kategorie: Marketing partyzancki | 1 komentarz
Dodane: 7 wrzesień 2008 (15:43)
No więc ja pytam. Dlaczego najbardziej spektakularne akcje odbywają się wciąż w UK? To już się robi po prostu nudne! :) A co tym razem zmajstrowali Brytyjczycy? Otóż w ubiegłą środę, w Liverpoolu, na jednym z budynków pojawił się gigantyczny pająk. A właściwie pajęczyca, La Princesse. “Obudziła się” w piątek i sparaliżowała miasto. Wtedy to właśnie po raz pierwszy przemierzyła ulice Liverpoolu, poruszając się z prędkością 3,2km/h. Podejrzewam, że przy swoich gabarytach (37 ton wagi, 15m wysokości) nie dałaby rady szybciej. A ponieważ została wykonana z drewna i stali, w poruszaniu pomagało jej 12 osób.
| Czytaj całość wpisu… »
Kategorie: Marketing partyzancki, Różne | 2 komentarze
Dodane: 4 wrzesień 2008 (22:27)
No więc przyzwyczailiśmy się, że kampanie kosmetyków są zawsze taaakie piękne. Bo rzęsy, bo usta, bo śliczne modelki i znane aktorki. A tu proszę. Okazuje się, że jednak nie. Brytyjska marka kosmetyczna Lush (dostępna obecnie w 43 krajach na całym świecie i słynąca przede wszystkim z tego, że wszystkie produkty w ich ofercie są ręcznie robione) w ciągu ostatnich dwóch tygodni przeprowadziła dwie dość kontrowersyjne kampanie. Najpierw, w połowie sierpnia w Berlinie w nowo otwartym sklepie sprzedawczynie pojawiły się wyłącznie w fartuszkach (w ten sposób protestowano przeciwko niepotrzebnym opakowaniom: pudełkom, foliom, papierkom etc.). A wczoraj (03/09), w Londynie, kobieta ucharakteryzowana na rekina została podwieszona do sufitu na hakach, które “zainstalowano” jej na plecach (w ten sposób Lush manifestował przeciwko zabijaniu rekinów).
| Czytaj całość wpisu… »
Kategorie: Marketing partyzancki | 5 komentarze