Archiwum kategorii: Marketing wirusowy

 
 

IKEA czy Big Brother?

Najnowszy katalog IKEI w Niemczech zostanie wydany we wrześniu. Zanim to jednak nastąpi, na stronie Warte bis September (Czekaj do września) 24h na dobę możemy oglądać młodego mężczyznę Nilsa, który siedzi w pustym mieszkaniu i… czeka na katalog IKEI. Nils siedzi przed telewizorem, pisze coś na komputerze, słucha muzyki, tańczy, a przede wszystkim rozmawia przez telefon z tymi, którzy go obserwują. Jeśli mielibyście ochotę z nim pogadać, podaję numer: 0049 40 22 61 11 61 (uprzedzam, że dość trudno się dodzwonić - nieustannie zajęte :)). Z Nilsem można skontaktować się także mailowo lub za pomocą tradycyjnej poczty, a także poczytać jego wpisy na Twitterze.

| Czytaj całość wpisu… »

Czy Generacja C zachowuje się tak samo online i offline?

O generacji C mówi się już od dłuższego czasu. Że to taka grupa, której nie można zdefiniować demograficznie. Że raczej charakteryzują ją takie cechy jak kreatywność (creativity) i chęć posiadania kontroli (control). Że generacja C to współcześni artyści - tworzą (create) i jednocześnie chcą się pokazać innym (celebrity). Że to dzięki generacji C właśnie odniosły (odnoszą) sukces serwisy społecznościowe. Ale jak się okazuje generacja C to nie tylko społeczność online. Poniżej przykład bardzo fajnej akcji - co prawda nie reklamowej, ale myślę, że na taką ze spokojem można by ją przerobić. Na jednej z ulic Atlanty w USA, do ławki przymocowano sznurkiem jednorazowy aparat fotograficzny. Do aparatu dołączono karteczkę z następującym tekstem:

| Czytaj całość wpisu… »

Eksperyment: od jednej osoby do 100 tysięcy dziennie

Ja wiem, że Chuck Norris trochę już w Internecie przebrzmiał, ale chciałabym Was dziś zaprosić do specjalnego eksperymentu. Gotowi? W takim razie proszę uruchomić Google. Wpisać: “find Chuck Norris” (bez cudzysłowów). I wcisnąć “szczęśliwy traf”/ “i’m feeling lucky”. Fajne? :) Jednak nie o “fajności” samej akcji chciałabym pisać (tym bardziej, że istnieje już ona w sieci od jakiegoś czasu - od stycznia tego roku?), raczej o tym, że w rzeczywistości to nie “zwykły” żart, ale fantastyczny marketingowy eksperyment.

| Czytaj całość wpisu… »

Niestety, nie polecisz, jak napełnisz swoje dżinsy helem

Pamiętacie film wirusowy Levi’sa, w którym pewien facet wskakuje (z różnych pozycji) do swoich dżinsów? Mimo, że pojawiły się pewne wątpliwości co do jego autentyczności, to bił on rekordy popularności. Na YouTube obejrzany został blisko 4 mln razy. Idąc widocznie tym tropem, Levi’s przygotował kolejny film. Tym razem facet nie wskakuje. Leci. Po tym, jak napełnił swoje dżinsy… helem. Ogólnie - bardzo śmieszne. Tyle, że producenci zapomnieli dodać na końcu napisów: “Sytuacja wyłącznie reklamowa, niemożliwa do realizacji w warunkach domowych.” Jeszcze jakiś młodzieniec uwierzy, że hel w spodniach faktycznie jest w stanie go unieść. I poleci. Z hukiem.

| Czytaj całość wpisu… »

Kto dał się nabrać?

AKTUALIZACJA: 14/06/08
Opisany poniżej projekt okazał się być tzw. “fejkiem”. Na samym dole wpisu zamieszczam oświadczenie Erika Nordenankara - artysty, który “narysował największy portret na świecie”.

Szwedzki artysta Erik Nordenankar (o którym świat dotąd nigdy nie słyszał?) właśnie ukończył swoje wiekopomne dzieło. Przy pomocy urządzenia GPS - transportowanego przez firmę kurierską DHL, w metalowej teczce, przez 6 kontynentów i 62 kraje - “narysował” swój autoportret. Dzieło ma długość 110 644 km i jest obecnie największym rysunkiem na świecie.
Cała akcja trwała 55 dni. Erik najpierw naszkicował siebie na mapie świata w swoim atelier, a następnie 17 marca nadał przesyłkę, przekazując DHL dokładne instrukcje. I machina ruszyła. Machina WOM, oczywiście. Wszyscy się zachwycają, jaki to fantastyczny pomysł (przyłączam się - fantastyczny, naprawdę). Tylko Ci bardziej podejrzliwi wskazują, że to może kampania marketingu wirusowego albo akcja sponsoringowa (w końcu mamy tam logo DHL). A Ci bardziej sceptyczni zwracają uwagę na niektóre “dziwne” kwestie: np. na to, jaki (i czy w ogóle) samolot jest w stanie robić takie “zakrętasy” i to na środku oceanu (zwróćcie uwagę, jak “narysowane” są włosy w autoportrecie). Albo na to, że Erik nadał paczkę, a następnie siedział w domu i czekał przez 55 dni na jej powrót, a w filmie dokumentującym całą akcję widzimy go, jak sam transportuje teczkę z GPS-em w różnych krajach świata. No więc o co chodzi z tym projektem? Niezależne dzieło artysty? Kampania reklamowa? A może jeszcze coś innego? Chcecie poznać prawdę? Zapraszam :).

| Czytaj całość wpisu… »

Animacja “stopklatkowa”: ale to już było

Mam wrażenie, że o animacji Muto (by Blu) wykonanej na miejskich murach w Buenos Aires mówią wszyscy. “Wypuszczona w świat” 11 maja, została obejrzana na YouTube już prawie 1,5 mln razy, a na naszym polskim rynku zajmuje obecnie 2. miejsce w kategorii “wykop miesiąca” (stan na dziś: 647 wykopów). Jakkolwiek jest to produkcja absolutnie fantastyczna, to nie jest to jednak zupełnie nowy pomysł. Ten rodzaj “stopklatkowej” animacji został wykorzystany pod koniec zeszłego roku w kampanii wirusowej telefonu Samsung G800. Kampania miała tytuł “How we met”, a animacja - zamiast na miejskich murach - została zrobiona na nagich ciałach kobiety i mężczyzny. Produkcja odniosła ogromny sukces: w ciągu zaledwie miesiąca obejrzano ją na YouTube prawie 7,5 mln razy (do dziś już o milion więcej). Doceniona została także przez branżę reklamową, otrzymując dwa tygodnie temu Żółty Ołówek (Yellow Pencil) w kategorii “Animation&Motion Graphics” na tegorocznych D&AD Awards. Moim zdaniem, całkowicie zasłużenie, bo niezależnie od nakładu pracy, jaką wykonał Blu przy Muto, to jednak “How we met” oglądam z większym zainteresowaniem (moje ulubione sceny to: wyciąganie serca z miejsca, gdzie serce mniej-więcej-się-znajduje, nurkowanie w pępku i torowanie sobie mieczem drogi przez owłosioną klatkę piersiową :)).

| Czytaj całość wpisu… »

Co to jest wirus?

Oto dwa filmy. Jeden śmieszny. Bardzo. O podtekście erotycznym, choć o samochodzie. Drugi - szokujący. Z elementami horroru (Szczęki II co najmniej), choć o okularach przeciwsłonecznych. Ten śmieszny, od początku z jasnym przekazem - o jaki produkt i jaką markę chodzi. Ten szokujący - tylko dla wtajemniczonych, przede wszystkim surferów, ewentualnie adeptów innych sportów ekstremalnych. Który z nich to wirus? Pierwszy? Drugi? Oba? A może żaden?

| Czytaj całość wpisu… »

BrandTags: jak moją markę widzą konsumenci

Noah Brier (strateg w agencji Naked Communications), kilka dni temu (09/05) uruchomił niesamowity projekt: BrandTags. Założenie projektu jest bardzo proste: wchodzę na stronę brandtags.net, widzę logo danej marki i w okno dialogowe wpisuję pierwszy tag, który przychodzi mi do głowy. Ponieważ oprócz mnie pierwszy-przychodzący-do-głowy-tag wpisują także inne osoby (do dziś, czyli w ciągu zaledwie 4 dni, użytkownicy dodali 110 tysięcy tagów) w krótkim czasie powstaje coś, co można nazwać słowną wizualizacją marki. Zabawa jest oczywiście przednia, ale nie o to chodzi. W rzeczywistości projekt ma bardzo duże znaczenie, jeżeli chodzi o to, JAK postrzegana jest konkretna marka. Jeżeli bowiem wychodzimy z założenia, że to, co nazywamy marką, jest sumą wszystkich skojarzeń, jakie użytkownicy-konsumenci mają w swoich głowach, to te skojarzenia ubrane w słowa tworzą OBRAZ danej marki. I jest to - czy nam się podoba czy nie - obraz prawdziwy (bo marka nie jest tym, czym my jako marketerzy chcemy, żeby była, ale tym - jak widzą ją i opisują nasi konsumenci). Zobaczcie zresztą sami.

| Czytaj całość wpisu… »

Kampania “Tumble”, czyli: Sony wyciąga z rękawa kolejny spot

Sony oszalało. Marketingowo. Niecałe dwa tygodnie temu swoją premierę miał spot Sony Foam City. A trzy dni temu, w USA - światło dzienne ujrzała kolejna reklama: Tumble, promująca kamery wideo i aparaty cyfrowe w najnowszej technologii. Niestety, mimo że została wyemitowana w primetime (22/04, m.in. przed “Tańcem z gwiazdami”, “Supernianią”, “Lost” oraz “Gotowymi na wszystko”) i jest częścią naprawdę silnej kampanii multiformatowej (outdoor, Internet, prasa, kina, TV), to jest o niej raczej cicho. A powiedziałabym nawet, że zupełnie cicho, jeśli porównamy towarzyszący jej “rozgłos” do rozgłosu spotów Balls czy Paint.

| Czytaj całość wpisu… »

Kiedy nie można złapać tchu… najnowszy spot Amnesty International

Film reklamowy, który zamieszczam poniżej, jest niezwykle mocny, choć tak naprawdę jego początek zupełnie na to nie wskazuje. Przez pierwsze 50 sek (film trwa półtorej minuty) widzimy bowiem przepiękne ujęcia krystalicznie czystej, przelewającej wody. Spodziewalibyśmy się więc, że na koniec pojawi się w nim butelka jakiejś mineralnej/ źródlanej wody z kategorii premium. Niestety. Spot, zatytułowany Stuff of Life, jest częścią najnowszej kampanii Amnesty International i porusza problem podtapiania jeńców wojennych w trakcie przesłuchań CIA.

| Czytaj całość wpisu… »