Archiwum kategorii: Outdoor

 
 

Co widzisz?

Oto przykład bardzo fajnej akcji outdoorowej. Ale chodzi mi wyłącznie o pomysł (grę słów), bo szczerze mówiąc, nie za bardzo rozumiem, jaki (i czy w ogóle) ma ona związek z reklamowanym produktem. Chodzi o kampanię Burn w Szwajcarii, gdzie promowana jest pod hasłem “Are you bad enough?” (to zresztą podobne do wizerunku Burna w Polsce - my mamy hasło podstawowe “Burn. Niech cię pochłonie” i uzupełniające: “Pokaż swoją mroczną stronę”). Z tego co wiem, Burn to napój energetyczny. Dlaczego więc reklamowany jest za pomocą dwuznacznych, seksualnych skojarzeń? Hm? A może “mobilizację organizmu do maksymalnego wysiłku fizycznego” (bo takie zadanie spełniają przecież napoje energetyczne) powinnam w tym kontekście rozumieć inaczej? Czyli zupełnie nie sportowo?

| Czytaj całość wpisu… »

Pamiętasz o oliwkach? Case study kampanii “Oliwki. Perły Hiszpanii.”

AKTUALIZACJA 27/09/08
Ponieważ agencja Orangeblue podesłała mi właśnie więcej materiałów z kampanii dotyczącej hiszpańskich oliwek, zamieniam wpis z “newsa” na “case study”.

Nie sądziłam, że tablica korkowa może zwrócić moją uwagę. Taki prozaiczny przedmiot. A jednak! Dziś zrobiłam zdjęcie nośnika (zamieszczam poniżej) z kampanii “Pamiętaj o hiszpańskich oliwkach”. Zobaczcie sami i powiedzcie, czy nie jest super? :)

| Czytaj całość wpisu… »

Spore - co lepsze: kampania czy gra?

Muszę powiedzieć, że zawsze jestem pod wrażeniem informacji dotyczących rynku gier komputerowych: liczby osób grających (w Stanach gra już podobno 72% populacji), ich wieku (zapomnijcie o 16-latkach, do gier nierzadko zasiadają osoby w wieku 30+), czy wreszcie wielkości budżetów wydawanych na reklamę w grach (wg raportu Branded Entartainment Marketing Forecast 2008-2012* w 2007 roku na tę formę komunikacji wydano 217mln$ i obecnie jest to najszybciej rosnący segment z kategorii branded entartainment; nic dziwnego, w ten sposób marketerzy mają szansę dotrzeć do bardzo atrakcyjnej grupy 18-34, która ogląda znacznie mniej TV, a znacznie więcej gra w gry komputerowe i online). Mimo tego przydługiego wstępu nie będę dziś jednak pisać o advergamingu (to szerszy temat, bardzo ciekawy i na czasie, zbieram więc jeszcze trochę danych, żeby przygotować w miarę wyczerpujący materiał - mam nadzieję, że już wkrótce). Ale w tematyce gier jeszcze przez chwilę zostanę :).

| Czytaj całość wpisu… »

The amplification effect*

Przeczytałam dziś o akcji, którą przeprowadził w zeszłym tygodniu Rigips na nośnikach AMS. Tak, tak - chodzi mi o tych żywych ludzi, którzy zasiedli w piątek (12/09) na krzesłach przymocowanych do trzech billboardów w centrum Warszawy (w ten sposób Rigips komunikował wytrzymałość produkowanych przez siebie płyt kartonowo-gipsowych). Akcja oczywiście bardzo fajna. Ale ja nie o tym. Czytając o żywych billboardach Rigipsu, pomyślałam sobie, że wszystkie (albo przynajmniej 95% z nich) niestandardowe akcje prowadzone są… w Warszawie. No więc ja pytam - dlaczego? A ponieważ zapytałam głośno, Marek (kolega z zespołu) odpowiedział, że prawdopodobnie dlatego, że 90% centrali dużych firm mieści się w Warszawie i zawsze dobrze przeprowadzić taką akcję pod oknem prezesa. Ok. Zgadzam się. Ale to nie jedyna przyczyna. I nie najważniejsza.

| Czytaj całość wpisu… »

Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie

W natłoku kreacji outdoorowych, kolorowych najczęściej, taka zwykła, czarno-biała zwróciła ostatnio moją uwagę. I wcale nie dlatego, że wydawała mi się jakaś znajoma. Sądzę, że bardziej zainteresowały mnie odwrócone litery. Kiedy wcześniej przejeżdżałam samochodem, tylko mi mignęły. Wczoraj zatrzymałam się, żeby zrobić zdjęcie. I co się okazało? Że ten billboard to reklama ostatniej książki Paula Ardena “Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie.” Paul Arden, przez 14 lat dyrektor kreatywny w agencji Saatchi&Saatchi, zmarł kilka miesięcy temu, dokładnie 2 kwietnia 2008. Cokolwiek myślisz… to jego ostatnia książka (w języku angielskim wydana w 2006 r.). I choć sam billboard jest tylko powtórzeniem okładki książki, to cieszę się, że wygląda w taki właśnie sposób. W końcu Arden to - myślę, że można to spokojnie powiedzieć - legenda brytyjskiej reklamy. Znany w branży jako człowiek, który nieustannie poszukiwał nowych rozwiązań.

| Czytaj całość wpisu… »

Cierpliwość popłaca

Doradcy finansowi zawsze tłumaczą tym, którzy inwestują w akcje, że najważniejsza jest cierpliwość. To szczególnie ważne, gdy giełda leci na łeb i szyję. Ludzie zaczynają w panice wycofywać środki i kryzys jeszcze bardziej się pogłębia. Podczas nie tak dawnych “czarnych wtorków” i “czwartków” nie zauważyłam jednak wzmożonych działań marketingowych funduszy inwestycyjnych (obecnie na mieście widoczna jest jedynie kampania Legg Masona - layouty, dla przypomnienia, zamieszczam poniżej) - doradcy najwidoczniej “gasili pożary” w ramach tzw. działań bezpośrednich. To w Polsce. A w Afryce - fundusz Allan Gray Investments prowadzi właśnie kampanię pod hasłem “Cel jest niczym bez cierpliwości”. W ramach tej kampanii jeden billboard budowano przez cztery tygodnie z… 6 000 kawałków puzzli.

| Czytaj całość wpisu… »

Sztuka, komercja czy wandalizm? TOP10 reklam z kategorii “street art”.

Graffiti to trudny temat. Trudny społecznie i światopoglądowo, bo wciąż nie wiadomo, czy uznać go za sztukę czy raczej za wandalizm. Trudny również reklamowo, bo z jednej strony atrakcyjny (pozwala na właściwy sposób komunikacji z grupą docelową, zwłaszcza młodą), a z drugiej… No właśnie. Z drugiej strony reklama w środowisku graffiti z założenia jest czymś sztucznym. Niezależnie bowiem od tego, czy ktoś uznaje graffiti za sztukę czy też nie, nie może mu odmówić dwóch cech: autentyczności i niezależności. Reklama nie jest natomiast ani autentyczna, ani niezależna (zwłaszcza jeśli patrzymy na nią oczami konsumenta). Najmniejszy błąd w tym obszarze może więc reklamodawcę sporo kosztować (pod rankingiem krótko o kampanii Sony, zniszczonej - dosłownie i w przenośni - przez grafficiarzy). A jednak wielu „graczy” podejmuje próbę. Poniżej więc mój prywatny ranking 10 najlepszych reklam z kategorii “street art” (nie zawsze jest to graffiti). Na sukces poniższych kampanii z pewnością niebagatelny wpływ miał fakt, że w wielu przypadkach zaangażowani zostali do nich lokalni artyści zajmujący się graffiti.

| Czytaj całość wpisu… »

Zakazana reklama

Prawdę mówiąc, z jednej strony współczuję marketerom w firmach z branży alkoholowej, papierosowej, farmaceutycznej czy ostatnio gier losowych (chodzi mi przede wszystkim o serwisy internetowe umożliwiające zakłady). Ograniczenia prawne w tych branżach uniemożliwiają w zasadzie prowadzenie jakichkolwiek działań reklamowych. Ale z drugiej strony trochę im zazdroszczę. Bo ograniczenia zawsze wpływają na kreatywność. Poniżej kilka naprawdę ciekawych przykładów z obszarów, w których reklama “podobno” jest zakazana (oprócz reklamy papierosów - nie udało mi się znaleźć ANI JEDNEGO przykładu). Wszystkie (poza jednym) przykłady pochodzą ponadto nie z polskiego rynku. Mimo starań, nie otrzymałam żadnych case’ów od naszych lokalnych graczy. Żałuję.

| Czytaj całość wpisu… »

Kolejny teaser kolejnego operatora? Nie. Tym razem PZU.

AKTUALIZACJA 22/07/08
No i wiemy już, że to nie kampania operatora, lokalizatora, poczty polskiej etc., ale… PZU (ubezpieczeń turystycznych?). Dodam też, że “zagadka wyjaśniająca” była prosta jedynie w “części filologicznej”. W “części kulinarnej” - jako popularny posiłek - pierwsze na myśl przyszły mi… ziemniaki… (to pewnie dlatego, że jedyną rzeczą, jaką gotuję, jest woda na herbatę :)).

| Czytaj całość wpisu… »

Pulpety w jednym słoiku (i klopsy w letnim wydaniu)

AKTUALIZACJA 27/07/08
Dodałam zdjęcie (poniżej) drugiego layoutu z tej kampanii.

Muszę powiedzieć, że ostro pojechał kreatywny (o ile w ogóle jakiś kreatywny tu był) w najnowszej reklamie pulpetów mięsnych firmy Pamapol. To trzeba zobaczyć. Ale zanim zobaczycie sami, to ja krótko. Nośnik: billboard. Layout: pięciu mężczyzn w czerwonych szortach, wszyscy trzymający się za… przyrodzenie (oględnie mówiąc). Ale gdzie te pulpety? Że niby meatballs? Balls? Czy co? I czy to aby na pewno ta grupa docelowa?
No naprawdę. Sama nie wiem.

| Czytaj całość wpisu… »