Masz dużego? Czyli tym razem o mężczyznach.
Wybaczcie ten tytuł, ale to cytat. Nie wiem, czy to kwestia pory roku, czy może nadciąga jakiś nowy trend, którego się zupełnie nie spodziewamy, ale od jakiegoś czasu na ulicach nie widać nagich kobiecych piersi ani nagich kobiecych pośladków. Mamy za to równolegle dwie kampanie outdoorowe bazujące na koncepcie męskiego przyrodzenia. Jedna może nawet jest jeszcze uzasadniona (hasło “Awaria? Szybka erekcja!” – chodzi o jakiś lek, ale – daję słowo, nie mam pojęcia jaki). Ale druga? Telewizory Funai i hasło: Masz dużego? Kup sobie małego! No proszę Was. To jakiś żart chyba. Zdaję sobie sprawę, że mężczyźni bardziej niż kobiety zwracają uwagę na wszystkie motywy seksualne (co potwierdzają badania) – stąd tyle seksu (seksizmu) w reklamach dla mężczyzn – ale nie sądzę, żeby istniała konieczność robienia tego aż tak ordynarnie. Jeśli więc ktoś się uprze – seks! seks! seks! nic innego nie działa! – to proponuję jednak kierunek wyznaczony przez VW Golf w kampanii “Dla chłopców, którzy zawsze byli mężczyznami”. Tam jest to przynajmniej śmieszne.
C jak “celebrity” i F jak “fun”
Do tej pory, kiedy była mowa o Generacji C, najczęściej zwracało się uwagę na trzy aspekty. Że to grupa, która tworzy treści (blogi, filmy na YouTube), ma bardzo dużo znajomych (stąd np. sukces serwisów społecznościowych) i intensywnie się komunikuje (zarówno za pomocą Internetu, jak i telefonów komórkowych). Ale od jakiegoś czasu widzę, że reklamodawcy zaczęli dostrzegać jeszcze jedną, niezwykle ważną cechę, generacji C – silną potrzebę bycia gwiazdą (C jak celebrity). I tę potrzebę wykorzystują przede wszystkim na nośnikach outdoorowych. Zaczęło się od kampanii Casio Exilim, który na zwykłym billboardzie zamieścił hasło: Ustaw się przed tym aparatem, a w ciągu 10 minut znajdziesz się na YouTube dzięki magii Casio Exilim. O tym, jak reagowali przechodnie, pisałam we wpisie Siła outdooru i Internetu razem wzięte. Potem była głośna kampania piwa James Ready pod hasłem Share Our Billboard (która nota bene dostała złoto w kategorii outdoor na wszystkich najważniejszych festiwalach reklamowych w ubiegłym roku: Cannes Lions, Clio Awards, OBIE, ANDY, NYF). W ramach tej kampanii setki mieszkańców Ontario nadsyłało swoje zdjęcia, przede wszystkim dlatego, żeby znaleźć się na billboardach, a niekoniecznie żeby utrzymać cenę piwa James Ready na poziomie 1$ (film z kampanii poniżej). I wreszcie mamy najnowszą kampanię – holenderskiego ubezpieczyciela Centraal Beheer. O tyle fajną, że oprócz outdooru zaangażowano w niej działania niestandardowe i wykorzystano naturalną skłonność ludzi do zabawy.
Druga strona tej samej historii
Pod koniec grudnia w UK ruszyła kampania reklamowa rosyjskiej telewizji Russia Today. Zarówno w UK, jak i w US kampania uznana została za bardzo kontrowersyjną. Amerykańskie lotniska nie zgodziły się na umieszczenie plakatów z kampanii na swoich nośnikach, a brytyjskie media stwierdziły także, że kampania jest wybitnie prorosyjska. W polskich realiach ta kampania aż tak kontrowersyjna nie jest. Rozumiem jednak decyzję amerykańskich lotnisk o nieumieszczaniu plakatów (tym bardziej, że zawierają one słowo “terror”) – BTW: to zresztą ciekawy przypadek, kiedy niekontrowersyjny przekaz staje się kontrowersyjny, jeśli znajdzie się w odpowiednim kontekście. Nie rozumiem natomiast zarzutów brytyjskich mediów, które mówią o jednostronności przekazu. Nie chcę wchodzić w polityczne dywagacje, ale czyżby BBC zapomniało, że w 2006 prowadziło kampanię opartą na podobnym (żeby nie powiedzieć takim samym) schemacie i za którą dostało zresztą w 2007 roku Złotego Lwa w kategorii Outdoor?
Śliniący się pies
Kolejny przykład niestandardowego wykorzystania outdooru. Po pierwsze, na wąskiej uliczce, naprzeciwko siebie, zainstalowane zostały dwa nośniki. Jeden ze zdjęciem psa, drugi – ze zdjęciem karmy Royal Canin. Pies patrzył na karmę i wyraźnie… się ślinił. Za nośnikiem z wizerunkiem psa umocowany został bowiem specjalny pojemnik, z którego na chodnik wyciekała lepka, słodka (podobno) substancja. Na pierwszy rzut oka fajny pomysł i mocno zwracający uwagę (chociażby dlatego, że idąc, uważamy, żeby w coś nie wdepnąć). Ale przy głębszym zastanowieniu – pomysł ten podpada jednak pod zaśmiecanie miasta. Mimo wszystko nie polecam. PS Nie macie wrażenia, że to wygląda bardziej, jakby ktoś – mówiąc oględnie – oddał mocz w miejscu publicznym?
Niezwykle ostra żyletka, czyli z kategorii: hardcore
Właśnie wykopałam tę kampanię ze swojej bazy reklam outdoorowych zrealizowanych w 2008 roku. I szczerze mówiąc, nie wiem, jak to się stało, że nie wykopałam jej wcześniej. Zalicza się bowiem do mojej ulubionej kategorii. Hardcore. To znaczy – nie przejdziesz obok tej realizacji obojętnie. Tym razem chodzi o żyletkę. Ale nie taką, która służy do golenia, tylko o taką, która tnie różne rzeczy, np. plastik albo karton. Nie wiem, jak Wy, ale kiedy ja byłam dzieckiem, korzystałam z niej czasem na lekcjach ZPT (podejrzewam, że obecnie – z powodów bezpieczeństwa – jest raczej zakazana :)). Dziś częściej z takiej żyletki korzystają studenci, np. architektury czy ASP, którzy przy jej pomocy wycinają modele.
W Niemczech liderem w kategorii takich bardzo ostrych żyletek jest firma Martor Solingen, która postanowiła wzmocnić swój wizerunek wśród studentów architektury właśnie. W ramach kampanii ustawiono więc w pobliżu wydziału Arts, Design & Architecture Uniwersytetu Mainz dwa billboardy w kształcie żyletek. Nie kształt billboardu był jednak zaskakujący. Bynajmniej. Raczej to, co leżało obok niego…
Outdoor i sztuka
Nośniki outdoorowe to zawsze niezły kąsek dla artystów. W związku z tym albo biorą je sobie sami (vide: street-artowe działania Abramowskiego) albo dostają od firm komercyjnych (vide: akcja Diesel Wall). W Polsce, toruńskim artystom z Galerii Rusz: Joannie Górskiej i Rafałowi Góralskiemu, od 10 lat (to najdłuższy tego typu projekt na świecie) swoje billboardy udostępnia AMS. W tym roku, w związku z jubileuszem Galeria Rusz przygotowała specjalną wystawę składającą się z 10 billboardów ustawionych na Placu Rapackiego w Toruniu. Na plakatach (poniżej) artyści piętnują charakter Polaków. Inicjatywa bardzo fajna (za 3 tyg. wystawa powiększy się o kolejne 10 billboardów prezentujących prace stworzone w ramach II Międzynarodowego Festiwalu Sztuki na Billboardach ART MOVES), ale jeśli chodzi o nasz charakter – to chyba nie jesteśmy aż tacy źli? ;)
Jasny gwint, ale… plakat!
AKTUALIZACJA 08/09/09
Już wiadomo, kto stoi za plakatem “Znajdź różnicę” – tak jak typowaliście, Biedronka.
No tak. Początek września i od razu wysyp kampanii outdoorowych. I problem już nawet nie w tym, że kiepskie – tylko chyba ktoś pomylił media albo najwyraźniej postanowił wyrzucić pieniądze. Bo mamy takie oto plakaty. Pierwszy: “Jasny gwint, ale… jakość”. Abstrahując od tego, że chyba nie jestem grupą celową (BTW: kto jest??), to czy w ogóle jest ktoś, kto wie, co tutaj jest reklamowane? I gdzie mam tego szukać? Już i tak byłam bardzo dociekliwa i wpisałam w Google’u “Perfekt system”, wyskoczyła mi jednak informacja o firmie zajmującej się DTP. To chyba nie o to chodzi?
Drugi plakat jest nawet jeszcze lepszy. Zważywszy, że konsument patrzy na billboard 3 sekundy, autor tego dzieła każe mi znaleźć różnice. Że niby się czepiam, bo to teaser? Może i teaser, ale na Boga! – jadąc samochodem, nawet nie zauważyłam, że to dwa koszyki. Jakieś dwie kolorowe plamy mi tylko mignęły.
Drodzy marketerzy – istnieje coś takiego jak testy layoutów. Robią je firmy outdoorowe jeszcze przed uruchomieniem kampanii. Naprawdę, proponuję z tego korzystać. Dla własnego dobra.
Play – go to Hel!
Nie, nie. Ani to błąd ortograficzny, ani ja sama nie mam nic do Playa (szczerze mówiąc, to nawet korzystam z usługi Play Online, jak jestem “poza domem”). Ale w ten weekend znów wybrałam się na Półwysep i tym razem, we Władysławowie przywitał mnie taki oto nośnik Playa. Niby zwykły billboard – ale hasło fajne. Kontekstowe. I dzięki temu zwracające uwagę. No właśnie, skoro już jesteśmy przy zwracaniu uwagi. Jedna z podstawowych zasad psychologii uwagi mówi, że łatwiej nam zauważyć coś, co jest inne w naszym codziennym środowisku niż zauważyć normalną rzecz w środowisku, którego nie znamy (poniżej obrazujący to tzw. test krzywych linii). Wniosek? Jeśli wielki billboard stanie w szczerym polu, to pewnie i tak go zauważymy, nawet jeśli hasło będzie kiepskie. Niestety.
Plaża, słońce i… rak skóry
Nie wiem, jak u Was, ale w Trójmieście od piątku piękna pogoda. Żar leje się z nieba, więc wybrałam się w weekend na Półwysep. Niestety, nie wypatrzyłam tam żadnych niestandardowych nośników (nie wiem czemu, ale od kilku lat dominują tam przede wszystkim airboardy i zwykłe tablice). Ale jak zobaczyłam smażących się (dosłownie) na plaży ludzi, to przypomniała mi się kampania zrealizowana w 2001 roku w Australii. Na ścianach budynków znajdujących się przy/na plaży (np. na przebieralniach, wieżach ratowniczych etc.) i wystawionych na silne działanie promieni słonecznych namalowane zostały postacie w strojach kąpielowych. Obok umieszczone zostało hasło: “Zobacz jak tysiące Australijczyków umiera każdego roku”. Do końca wakacji jeszcze miesiąc, więc zamieszczam ku przestrodze.
Recykling
Nie, nie. Wbrew tytułowi, dziś nie będzie ani o sprzątaniu świata, ani o green marketingu. Będzie za to o iPodzie i… farbie. Pamiętacie billboard iPoda Nano Chromatic – taki różnokolorowy, z kapiącą farbą? (pisałam o tym w grudniu – we wpisie Graffiti i muzyka – miejsce nr 1). No więc całkiem niedawno (maj 2009) wykorzystał go kanadyjski market budowlany – Rona. Umieścił pod nim drugi billboard. Z pustymi puszkami i hasłem: “Zbieramy farbę, która Ci została”. Nice :).
subskrybuj









