Wykop i co to oznacza
Ponieważ od wczorajszego popołudnia do dziś do godziny ok. 12 mój blog był nieczynny (co na pewno część z Was zauważyła), pozwalam sobie na dwa słowa wyjaśnienia w tej sprawie. Otóż sytuacja taka zdarzyła się, ponieważ wczoraj, mój mąż wrzucił na Wykop newsa o reklamie na przystankach (nie była to, dodam, żadna-zorganizowana-akcja-promocyjna, mój mąż zrobił to samowolnie i bez konsultacji :)). News ten (”z niewiadomych powodów” - ale o tym za moment) okazał się być tak popularny, że w ciągu dwóch godzin od jego publikacji na moją stronę weszło 3 800 osób (dla porównania dodam, że “normalnie” w ciągu dnia wchodzi ok. 100 osób), po czym… serwer padł (w rzeczywistości firma hostująca mojego bloga musiała odłączyć dostęp, ponieważ ruch na współdzielonym serwerze był tak duży, że zagrażał funkcjonowaniu innych stron; oczywiście też w ciągu tych dwóch godzin została “zjedzona” miesięczna wielkość dostępnego transferu). Kiedy niczego nieświadoma wróciłam do domu ok. 21, mój blog nie działał już od dobrych paru godzin. I kiedy mój mąż (winowajca :)) rzucił się do ratowania sytuacji (łącznie z zakładaniem backupów, mirrorów, zwiększaniem transferu i innych takich), ja stwierdziłam, że dzięki tej sytuacji przetestowałam właśnie - organicznie - działanie kilku zasad, wykorzystywanych w marketingu najczęściej intuicyjnie i przypadkowo. Nie ma więc tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo oto do jakich doszłam wniosków.











