To naturalna kolej rzeczy, że to co popularne z czasem staje się droższe. Z wielką przykrością stwierdzam, że ta zasada dotyczy także marketingu partyzanckiego. Kiedyś (choć całkiem niedawno) działania tego typu opierały się przede wszystkim na dobrym pomyśle i bardzo niewielkim budżecie (bo korzystały z nich przede wszystkim małe firmy). Dziś, kiedy po niestandardowe formy komunikacji marketingowej sięgnęli tzw. giganci reklamowi (czyt. firmy, które mają duże budżety), sytuacja “nieco” się zmieniła.
Na szczęście, działania niestandardowe wciąż jeszcze opierają się na dobrym pomyśle, ale niestety - coraz rzadziej są tanie (podobno jedna z firm FMCG, działająca na polskim rynku, za kampanię “marketingu szeptanego” zapłaciła 800 tys. PLN! - aż nie chce mi się wierzyć, że ktoś mógł w ogóle podpisać taką fakturę… i to za marketing szeptany…). Oczywiście zdaję sobie sprawę, że działań z zakresu NBDB (never-been-done-before) marketingu nie da się przeprowadzić całkowicie za darmo (koszty generuje chociażby produkcja). Ale nikt mi nie wmówi, że za działania, które z założenia mają być tanie (a marketing szeptany jako narzędzie w ogóle jest bezpłatny! - nie można go przecież kupić, na tym polega jego siła), mam zapłacić prawie milion (!) złotych.
I kiedy już myślałam, że podążamy w kierunku, który nie do końca jest właściwy (wzrost rynku niestandardów jak najbardziej tak, “naciąganie” na niewyobrażalne/ nieuzasadnione kwoty jak najbardziej nie), wpadła mi w ręce bardzo miła niespodzianka (szkoda, że nie z polskiego rynku - ale nie tracę nadziei :)). Kampania przeprowadzona przez Neighbourhood Dance Works (artystyczne centrum tańca w Kanadzie) i promująca ich show Valentine’s Burlesque.
| Czytaj całość wpisu… »