Archiwum kategorii: Ambient media

 
 

Nie przyszła góra do Mahometa…

Dziś niedziela, więc będzie tematycznie. O niechodzeniu do kościoła. Od razu jednak zaznaczam, że do tematu podchodzę wyłącznie reklamowo. Bez żadnych podtekstów społecznych, religijnych, politycznych, choć oczywiście mam przykrą świadomość problemu laicyzacji Europy, pustych katedr na zachodzie, basenów w starych synagogach i dyskotek w opuszczonych ewangelickich kościołach… Akcja przeprowadzona parę lat temu przez agencję Jung von Matt dla Kościoła Protestanckiego w Niemczech wpisuje się w ten trend. Jej celem było zachęcenie wiernych, aby zaczęli chodzić do kościoła. A ponieważ oni sami nie chcieli tego za bardzo robić, kościół postanowił przyjść do nich. Dosłownie. W ten sposób powstał pierwszy na świecie przenośny (bo nadmuchiwany) kościół.

| Czytaj całość wpisu… »

The amplification effect*

Przeczytałam dziś o akcji, którą przeprowadził w zeszłym tygodniu Rigips na nośnikach AMS. Tak, tak - chodzi mi o tych żywych ludzi, którzy zasiedli w piątek (12/09) na krzesłach przymocowanych do trzech billboardów w centrum Warszawy (w ten sposób Rigips komunikował wytrzymałość produkowanych przez siebie płyt kartonowo-gipsowych). Akcja oczywiście bardzo fajna. Ale ja nie o tym. Czytając o żywych billboardach Rigipsu, pomyślałam sobie, że wszystkie (albo przynajmniej 95% z nich) niestandardowe akcje prowadzone są… w Warszawie. No więc ja pytam - dlaczego? A ponieważ zapytałam głośno, Marek (kolega z zespołu) odpowiedział, że prawdopodobnie dlatego, że 90% centrali dużych firm mieści się w Warszawie i zawsze dobrze przeprowadzić taką akcję pod oknem prezesa. Ok. Zgadzam się. Ale to nie jedyna przyczyna. I nie najważniejsza.

| Czytaj całość wpisu… »

Street art według Orbit

Widzę, że street art i graffiti wykorzystywane są w reklamie ostatnio coraz częściej. I co ciekawe, po ten rodzaj komunikacji sięgają marki, które z tzw. kulturą uliczną nie miały dotychczas wiele wspólnego. No cóż, nie da się ukryć. Tzw. przestrzeń publiczna (w tym ulice, chodniki, mury, kosze na śmieci etc.) ma wiele zalet. Pierwszą i niezaprzeczalną jest chociażby zasięg (ile ludzi przemieszcza się codziennie głównymi “deptakami” miast: Świętojańską w Gdyni, Półwiejską w Poznaniu czy Nowym Światem w Warszawie?). Drugą - możliwość dotarcia do specyficznych grup docelowych (znając rozkład dnia danej TG i miejsca, w których ta grupa przebywa, można efektywnie=niskokosztowo rozplanować komunikację). Oczywiście, malowanie czarnym sprayem chodników czy bezmyślne rozklejanie naklejek jest nielegalne i takich działań nie pochwalam (w rzeczywistości mają niekorzystny wpływ na postrzeganie marki). Ale taka akcja jak “Dirty Mouth” przeprowadzona przez Orbit, to już zupełnie co innego.

| Czytaj całość wpisu… »

Witaj szkoło!

Skoro dziś pierwszy dzień szkoły, to będzie tematycznie. O książkach. A w zasadzie o ich ciekawej promocji (że niby niestandardowe działania mają zachęcić społeczeństwo do czytania? ha, ha! dobre sobie :)). Akcja oczywiście w Brazylii (choć równie dobrze mogłaby się zdarzyć w UK). W Polsce nic nam nie pomoże, dopóki - po pierwsze: książki nie będą tańsze, po drugie: nie będą wydawane równolegle w twardej i miękkiej oprawie, po trzecie: nie będą wydawane w kieszonkowym formacie. To tyle z mojej strony w tym temacie. A teraz - o co chodzi z akcją? Oczywiście o kontekst.

| Czytaj całość wpisu… »

Play na skrzyżowaniu

Zawsze jak wracam z pracy do domu, rozglądam się na boki, bo a nuż będę przejeżdżać koło jakiejś super-extra-akcji-marketingowej. I myślę sobie, że może nagle wypadnie na mnie jakieś ufo albo wyrośnie mi przed oczami gigantyczne jajo. No i proszę. Rozglądanie się na boki wreszcie się opłaciło. Na jednym z głównych skrzyżowań Gdyni Play prowadził dziś akcję reklamową. No może nie aż tak bardzo spektakularną, ale na pewno zwracającą uwagę (ja hamowałam tak, że… hmmm… mogłam być zagrożeniem dla ruchu…).

| Czytaj całość wpisu… »

Sztuka, komercja czy wandalizm? TOP10 reklam z kategorii “street art”.

Graffiti to trudny temat. Trudny społecznie i światopoglądowo, bo wciąż nie wiadomo, czy uznać go za sztukę czy raczej za wandalizm. Trudny również reklamowo, bo z jednej strony atrakcyjny (pozwala na właściwy sposób komunikacji z grupą docelową, zwłaszcza młodą), a z drugiej… No właśnie. Z drugiej strony reklama w środowisku graffiti z założenia jest czymś sztucznym. Niezależnie bowiem od tego, czy ktoś uznaje graffiti za sztukę czy też nie, nie może mu odmówić dwóch cech: autentyczności i niezależności. Reklama nie jest natomiast ani autentyczna, ani niezależna (zwłaszcza jeśli patrzymy na nią oczami konsumenta). Najmniejszy błąd w tym obszarze może więc reklamodawcę sporo kosztować (pod rankingiem krótko o kampanii Sony, zniszczonej - dosłownie i w przenośni - przez grafficiarzy). A jednak wielu „graczy” podejmuje próbę. Poniżej więc mój prywatny ranking 10 najlepszych reklam z kategorii “street art” (nie zawsze jest to graffiti). Na sukces poniższych kampanii z pewnością niebagatelny wpływ miał fakt, że w wielu przypadkach zaangażowani zostali do nich lokalni artyści zajmujący się graffiti.

| Czytaj całość wpisu… »

BMW w Moskwie: po raz drugi

No słuchajcie. Uparli się z tymi samochodami. Najpierw Opel Insignia wylądował w Londynie jako UFO*, a teraz BMW wynurzyło się z klepsydry na Placu Czerwonym w Moskwie. I to nie z jakiejś-tam-klepsydry. Ale jak dotąd największej na świecie (czyżby Rosjanie postanowili zawalczyć z Amerykanami o przywilej wszystkiego co “naj”?). Klepsydra - wykonana ze szkła i stali - miała 12 metrów wysokości i 8m szerokości. Wystarczająco dużo, by zmieścił się w niej samochód. Akcja została przeprowadzona przez agencję MAB Berlin i była eventem uświetniającym premierę najnowszego modelu BMW 7.

| Czytaj całość wpisu… »

Pitvertising, czyli reklama spod pachy

Od 2005 roku P&G sukcesywnie przerzuca część swojego budżetu telewizyjnego na alternatywne formy komunikacji. No i trzeba im przyznać, że w łamaniu standardów są całkiem nieźli. Właśnie teraz testują absolutnie nowy nośnik reklamowy - ludzką pachę, a pod nią umieszczony… telewizor. Tak to za pomocą pitvertisingu (z ang. arm-pit (pacha) + advertising) reklamowany jest obecnie w Londynie dezodorant Right Guard (by Gillette).
Jeśli wziąć pod uwagę tylko kontekstowość, to nośnik oczywiście jest super. Jeśli jednak uwzględnimy temperatury, jakie panują obecnie oraz fakt, że panowie z zainstalowanymi telewizorkami pod pachą poruszają się komunikacją miejską (tylko tam mają szansę zaprezentować nam ten innowacyjny nośnik przed-samym-nosem), to już tak bardzo nie jestem przekonana o jego wyjątkowości. No cóż. W tej sytuacji londyńczykom możemy jedynie życzyć prawdziwie angielskiej pogody.

| Czytaj całość wpisu… »

W kukurydzianym labiryncie McDonalds’a

No, ja naprawdę nie wiem, o co chodzi z tym McDonalds’em. To już czwarty wpis na ich temat. I to w odstępie zaledwie trzech miesięcy. I żebym tam chociaż jadła. Ale właśnie nie. Hm. Chyba po prostu mają fajne reklamy. A dzięki najnowszej mają szansę znaleźć się w Księdze Guinnessa. Dobra, ale od początku…

| Czytaj całość wpisu… »

Zakazana reklama

Prawdę mówiąc, z jednej strony współczuję marketerom w firmach z branży alkoholowej, papierosowej, farmaceutycznej czy ostatnio gier losowych (chodzi mi przede wszystkim o serwisy internetowe umożliwiające zakłady). Ograniczenia prawne w tych branżach uniemożliwiają w zasadzie prowadzenie jakichkolwiek działań reklamowych. Ale z drugiej strony trochę im zazdroszczę. Bo ograniczenia zawsze wpływają na kreatywność. Poniżej kilka naprawdę ciekawych przykładów z obszarów, w których reklama “podobno” jest zakazana (oprócz reklamy papierosów - nie udało mi się znaleźć ANI JEDNEGO przykładu). Wszystkie (poza jednym) przykłady pochodzą ponadto nie z polskiego rynku. Mimo starań, nie otrzymałam żadnych case’ów od naszych lokalnych graczy. Żałuję.

| Czytaj całość wpisu… »