Archiwum kategorii: Ambient media

 
 

Co robisz, gdy widzisz ekshibicjonistę w parku?

No cóż. Chyba nie zrozumiem toku myślenia producentów męskiej bielizny. Najpierw był Styx i “niewchodzenie do tyłka”, a teraz mamy kolejną niestandardową reklamę z tej branży. Marka Eggo Man’s Underwear idzie o krok dalej i wykorzystuje do swojej promocji… ekshibicjonistę. Dzięki Bogu papierowego, ale i tak ustawionego w parku w krzakach. W mojej ocenie ta forma komunikacji jest chybiona dwukrotnie. Po pierwsze - z tego co wiem, ekshibicjoniści obnażają się przed kobietami (a oferta Eggo skierowana jest przecież do mężczyzn*). Po drugie - jeśli kobieta spotka na swojej drodze ekshibicjonistę, to - no cóż - raczej nie przygląda się temu, co ów nieszczęśnik ma pod płaszczem.

| Czytaj całość wpisu… »

Kino: i mamy kolejny zupełnie-nowy-nośnik

Odnoszę wrażenie, że na rynku panuje jakieś takie powszechne przekonanie, że współczesny konsument odrzuca reklamę dla niej samej. To znaczy, że przeszkadza mu reklama w ogóle i nie ma znaczenia, w którym medium została umieszczona. A przecież zupełnie tak nie jest. Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko dwa wskaźniki: zaangażowanie konsumenta w reklamę oraz unikanie przez niego reklamy, to wskaźniki te wypadają zupełnie inaczej w różnych mediach (mam na myśli takie media, jak: TV, radio, kino, magazyny i gazety). Nie jest więc, myślę, zaskoczeniem fakt, że konsument najbardziej zaangażowany jest w reklamę kinową i również reklamę w tym medium w najmniejszym stopniu odrzuca. Nie jest zaskoczeniem, bo po pierwsze w kinie nie za bardzo mamy co innego do roboty w trakcie trwania “bloku reklamowego” (ewentualnie możemy się na niego spóźnić), a poza tym blok ten traktujemy jako część naszego kinowego doświadczenia (vide: trailery). Ale to tak tylko tytułem wstępu, bo kino to przecież nie tylko reklama on-screen.

| Czytaj całość wpisu… »

Wszystko, co chcieliście wiedzieć o zaangażowaniu, a baliście się zapytać :)

Do tego wpisu zainspirował mnie film (zamieszczam poniżej) z akcji promocyjnej przeprowadzonej przez agencję JWT dla baru Sushi Roll w Australii. Ogólnie chodzi o zaangażowanie - takie trochę słowo-wytrych obecnie, ale pewną oczywistość, jeśli obejrzy się film (BTW: zastanawiam się, czy reklama w telewizji, nawet w czasach swojej najlepszej świetności, była w stanie AŻ TAK zaangażować odbiorcę; nie sądzę…). No więc oglądając ten film, pomyślałam: ale o co chodzi z tym zaangażowaniem? (bo oczywiście sama też zawsze powtarzam tonem-wszechwiedzącym-i-nieznoszącym-sprzeciwu: reklama powinna angażować!). Ha! Jeśli jednak człowiek (tzn. ja :)) zastanowi się głębiej, przychodzi pytanie: ale po co? Dla samego zaangażowania? A może reklama powinna angażować po to, żeby konsument ją dotknął, pomacał czy pogłaskał (jak na wspomnianym filmie właśnie)? Nie mogłam tych pytań pozostawić bez odpowiedzi, więc mamrocząc pod nosem: Proszę mi tu zaraz przedstawić jakieś twarde dane! - zaczęłam ryć swoją bazę.

| Czytaj całość wpisu… »

Nie przyszła góra do Mahometa…

Dziś niedziela, więc będzie tematycznie. O niechodzeniu do kościoła. Od razu jednak zaznaczam, że do tematu podchodzę wyłącznie reklamowo. Bez żadnych podtekstów społecznych, religijnych, politycznych, choć oczywiście mam przykrą świadomość problemu laicyzacji Europy, pustych katedr na zachodzie, basenów w starych synagogach i dyskotek w opuszczonych ewangelickich kościołach… Akcja przeprowadzona parę lat temu przez agencję Jung von Matt dla Kościoła Protestanckiego w Niemczech wpisuje się w ten trend. Jej celem było zachęcenie wiernych, aby zaczęli chodzić do kościoła. A ponieważ oni sami nie chcieli tego za bardzo robić, kościół postanowił przyjść do nich. Dosłownie. W ten sposób powstał pierwszy na świecie przenośny (bo nadmuchiwany) kościół.

| Czytaj całość wpisu… »

The amplification effect*

Przeczytałam dziś o akcji, którą przeprowadził w zeszłym tygodniu Rigips na nośnikach AMS. Tak, tak - chodzi mi o tych żywych ludzi, którzy zasiedli w piątek (12/09) na krzesłach przymocowanych do trzech billboardów w centrum Warszawy (w ten sposób Rigips komunikował wytrzymałość produkowanych przez siebie płyt kartonowo-gipsowych). Akcja oczywiście bardzo fajna. Ale ja nie o tym. Czytając o żywych billboardach Rigipsu, pomyślałam sobie, że wszystkie (albo przynajmniej 95% z nich) niestandardowe akcje prowadzone są… w Warszawie. No więc ja pytam - dlaczego? A ponieważ zapytałam głośno, Marek (kolega z zespołu) odpowiedział, że prawdopodobnie dlatego, że 90% centrali dużych firm mieści się w Warszawie i zawsze dobrze przeprowadzić taką akcję pod oknem prezesa. Ok. Zgadzam się. Ale to nie jedyna przyczyna. I nie najważniejsza.

| Czytaj całość wpisu… »

Street art według Orbit

Widzę, że street art i graffiti wykorzystywane są w reklamie ostatnio coraz częściej. I co ciekawe, po ten rodzaj komunikacji sięgają marki, które z tzw. kulturą uliczną nie miały dotychczas wiele wspólnego. No cóż, nie da się ukryć. Tzw. przestrzeń publiczna (w tym ulice, chodniki, mury, kosze na śmieci etc.) ma wiele zalet. Pierwszą i niezaprzeczalną jest chociażby zasięg (ile ludzi przemieszcza się codziennie głównymi “deptakami” miast: Świętojańską w Gdyni, Półwiejską w Poznaniu czy Nowym Światem w Warszawie?). Drugą - możliwość dotarcia do specyficznych grup docelowych (znając rozkład dnia danej TG i miejsca, w których ta grupa przebywa, można efektywnie=niskokosztowo rozplanować komunikację). Oczywiście, malowanie czarnym sprayem chodników czy bezmyślne rozklejanie naklejek jest nielegalne i takich działań nie pochwalam (w rzeczywistości mają niekorzystny wpływ na postrzeganie marki). Ale taka akcja jak “Dirty Mouth” przeprowadzona przez Orbit, to już zupełnie co innego.

| Czytaj całość wpisu… »

Witaj szkoło!

Skoro dziś pierwszy dzień szkoły, to będzie tematycznie. O książkach. A w zasadzie o ich ciekawej promocji (że niby niestandardowe działania mają zachęcić społeczeństwo do czytania? ha, ha! dobre sobie :)). Akcja oczywiście w Brazylii (choć równie dobrze mogłaby się zdarzyć w UK). W Polsce nic nam nie pomoże, dopóki - po pierwsze: książki nie będą tańsze, po drugie: nie będą wydawane równolegle w twardej i miękkiej oprawie, po trzecie: nie będą wydawane w kieszonkowym formacie. To tyle z mojej strony w tym temacie. A teraz - o co chodzi z akcją? Oczywiście o kontekst.

| Czytaj całość wpisu… »

Play na skrzyżowaniu

Zawsze jak wracam z pracy do domu, rozglądam się na boki, bo a nuż będę przejeżdżać koło jakiejś super-extra-akcji-marketingowej. I myślę sobie, że może nagle wypadnie na mnie jakieś ufo albo wyrośnie mi przed oczami gigantyczne jajo. No i proszę. Rozglądanie się na boki wreszcie się opłaciło. Na jednym z głównych skrzyżowań Gdyni Play prowadził dziś akcję reklamową. No może nie aż tak bardzo spektakularną, ale na pewno zwracającą uwagę (ja hamowałam tak, że… hmmm… mogłam być zagrożeniem dla ruchu…).

| Czytaj całość wpisu… »

Sztuka, komercja czy wandalizm? TOP10 reklam z kategorii “street art”.

Graffiti to trudny temat. Trudny społecznie i światopoglądowo, bo wciąż nie wiadomo, czy uznać go za sztukę czy raczej za wandalizm. Trudny również reklamowo, bo z jednej strony atrakcyjny (pozwala na właściwy sposób komunikacji z grupą docelową, zwłaszcza młodą), a z drugiej… No właśnie. Z drugiej strony reklama w środowisku graffiti z założenia jest czymś sztucznym. Niezależnie bowiem od tego, czy ktoś uznaje graffiti za sztukę czy też nie, nie może mu odmówić dwóch cech: autentyczności i niezależności. Reklama nie jest natomiast ani autentyczna, ani niezależna (zwłaszcza jeśli patrzymy na nią oczami konsumenta). Najmniejszy błąd w tym obszarze może więc reklamodawcę sporo kosztować (pod rankingiem krótko o kampanii Sony, zniszczonej - dosłownie i w przenośni - przez grafficiarzy). A jednak wielu „graczy” podejmuje próbę. Poniżej więc mój prywatny ranking 10 najlepszych reklam z kategorii “street art” (nie zawsze jest to graffiti). Na sukces poniższych kampanii z pewnością niebagatelny wpływ miał fakt, że w wielu przypadkach zaangażowani zostali do nich lokalni artyści zajmujący się graffiti.

| Czytaj całość wpisu… »

BMW w Moskwie: po raz drugi

No słuchajcie. Uparli się z tymi samochodami. Najpierw Opel Insignia wylądował w Londynie jako UFO*, a teraz BMW wynurzyło się z klepsydry na Placu Czerwonym w Moskwie. I to nie z jakiejś-tam-klepsydry. Ale jak dotąd największej na świecie (czyżby Rosjanie postanowili zawalczyć z Amerykanami o przywilej wszystkiego co “naj”?). Klepsydra - wykonana ze szkła i stali - miała 12 metrów wysokości i 8m szerokości. Wystarczająco dużo, by zmieścił się w niej samochód. Akcja została przeprowadzona przez agencję MAB Berlin i była eventem uświetniającym premierę najnowszego modelu BMW 7.

| Czytaj całość wpisu… »