Archiwum: październik 2008

 
 

System informacji miejskiej - nudny? Wcale nie.

Dziś wyjątkowo nie będzie o reklamie. Ale za to o przestrzeni miejskiej, która z reklamą mocno się przecież wiąże. Ten mały “skok w bok”, to dlatego, że przygotowuję się do wykładu na konferencji “Reklama w mieście - miasto w reklamie” (odbywa się pod koniec listopada w Warszawie) i tak sobie właśnie myślę, że jeśli chodzi o zwrócenie uwagi konsumenta, to reklama zewnętrzna ma w miastach sporą konkurencję. I to wcale nie w innej reklamie! Bynajmniej. Prawdziwy clutter na ulicach tworzy… cały system informacji miejskiej (SIM): strzałki, drogowskazy, piktogramy, tablice z nazwami ulic, budynków, sklepów… Przebić się z informacją przez ten gąszcz komunikatów to dopiero wyzwanie. Zwłaszcza, że SIM ma trudniej niż reklama. Trudniej, bo: po pierwsze ma do dyspozycji głównie małe formaty (to by dopiero było, gdyby znaki drogowe były wielkości siatek :)). Po drugie - jego nadrzędną funkcją jest informowanie, a zasadą: czytelność (hm… to trochę zabija kreatywność). Po trzecie - wszystkie wykorzystane nośniki muszą być w 100% spójne (co za dramat! wszędzie ten sam layout…). A jednak, jak się okazuje, SIM wcale nie musi być nudny. Zobaczcie sami - poniżej mój prywatny TOP10 miejskich komunikatów :).

| Czytaj całość wpisu… »

Piłka nożna gdziekolwiek, także w ubikacji…

Hm. Jak tak dalej pójdzie, to mężczyźni nie wyjdą z ubikacji w ogóle. Nie dość, że i tak siedzą tam już godzinami (czytając-książki-grając-w-PSP-i-jeszcze-nie-wiem-co), to teraz jeszcze będą oglądać tam mecze. Telia (operator ze Szwecji), pod hasłem “Football anywhere”, promuje właśnie usługę umożliwiającą oglądanie meczów przez telefon komórkowy. W tym celu, w pubach wymienione zostały… deski sedesowe. Nie, nie na bardziej miękkie. Bynajmniej. Ale na takie, które przypominają siedziska stadionowe. I trzeba powiedzieć, że odwzorowanie jest naprawdę realistyczne. Na deskach znalazły się nawet metalowe numerki… Dzięki Bogu, że ubikacje w miejscach publicznych jednak rzadko są koedukacyjne. Inaczej, jako kobiety byłybyśmy bez szans. Zostałyby nam ewentualnie krzaki na zewnątrz…

| Czytaj całość wpisu… »

Tuba03 - już w najbliższy poniedziałek w Warszawie

AKTUALIZACJA - 23/10/08
Dodałam wywiad z Magdą Górak, PR Managerem agencji Artegence, drugiego (obok Mediafuna) głównego organizatora przedsięwzięcia. Magda opowiada nie tylko o tym, jak w dwóch głowach jednocześnie zrodził się pomysł na TUBĘ, ale także - dlaczego jako agencja zdecydowali się na taki sposób budowania swojej marki.

Co prawda pisał już o tym Mediafun (jeden z głównych organizatorów przedsięwzięcia :)), ale zbyt wiele informacji nigdy nie zaszkodzi :). W najbliższy poniedziałek (27/10) w Warszawie (Multikino Ursynów), a później 3 listopada w Starym Browarze w Poznaniu, odbędzie się Tuba03. To organizowane już po raz trzeci seminarium (koniecznie z dopiskiem mediafunowo-edukacyjne :)) przeznaczone jest przede wszystkim dla osób z szeroko pojętej branży reklamowo-medialnej. Tym razem tematyka Tuby będzie w całości poświęcona blogom. Duża część spotkania, jak wynika z programu, zostanie poświęcona zwłaszcza reklamie na blogach, ale pojawią się również takie tematy, jak (trudne?) relacje PR-owców z blogerami czy wiarygodność samych blogów. Co ważne, wstęp na Tubę jest całkowicie bezpłatny, konieczna jest jedynie uprzednia rejestracja (formularz dostępny na oiola.com). Program warszawskiej Tuby poniżej, więcej szczegółów na blogu Mediafuna oraz na GoldenLine.

| Czytaj całość wpisu… »

Antyprzykład, czyli reklama kawy pod wodą

Ech. Tyle się mówi ostatnio o green marketingu, o ochronie środowiska, o naszym (konsumenckim) proekologicznym podejściu do życia. A tu… taka skucha. No bo jak inaczej nazwać reklamę baru kawowego umieszczoną na Hawajach - (podobno jedno z najpiękniejszych miejsc do nurkowania na świecie) - i to pod wodą? I choć naprawdę jestem bardzo wyrozumiała wobec ambientu (rzadko kiedy coś mi się nie podoba), to stwierdzam, że akurat ta forma reklamy jest wyjątkowo irytująca. Nie dość, że atakuje mnie jakieś paskudztwo, gdy schodzę pod wodę, żeby oglądać rafy i kolorowe ryby, to ani to kontekstowo uzasadnione ani nawiązujące do produktu (woda morska i kawa??). Mam jedynie nadzieję, że chociaż po ekspozycji to sprzątnęli (wątpliwe, niestety).

| Czytaj całość wpisu… »

Chorągiewki McCaina

O. No i proszę. Reklama w psich odchodach wchodzi do mainstreamu. A jeśli nie do mainstreamu, to do polityki przynajmniej. Butik kreatywny Granite Pass, sympatyzujący podobno z Barackiem Obamą, włożył reklamowe chorągiewki Johna McCaina w psie kupy. Akcja oczywiście bardzo fajna (mocno kontekstowa) - nasuwa się tylko pytanie, komu ma się przysłużyć? Obamie? Hm. Nie sądzę. Jej twórcy zapomnieli chyba, że w przypadku kampanii polityków, im więcej dane nazwisko pojawia się w naszym otoczeniu, tym więcej głosów dany polityk potem zdobywa (tak, tak - dlatego w okresie jakichkolwiek wyborów zdjęcia i nazwiska kandydatów atakują nas z każdej latarni, z każdego płotu i z każdego drzewa :)).

| Czytaj całość wpisu… »

Internet i outdoor trzymają się razem

Generalnie jest tak, że konsumenci oceniają outdoor jako najmniej inwazyjną formę reklamy. Oczywiście jest to dość zaskakujące, bo outdoor to jedyne medium, które z założenia jest czystą reklamą (nie zapewnia żadnej wartości informacyjnej - oprócz informacji reklamowej oczywiście - ani rozrywkowej, dla których to użytkownicy korzystają z innych mediów). Jeżeli chodzi o Internet to nie ma z kolei innego medium, które mogłoby pobić jego interaktywność. Połączenie więc outdooru i Internetu w JEDNEJ kreacji reklamowej daje naprawdę bardzo ciekawe efekty. Jakiś czas temu pisałam o akcji dla aparatu Casio Exilim (użytkownicy mieli ustawić się przed zwykłym billboardem po to, żeby w ciągu 10 min. znaleźć się na YouTube), a dziś podobny przykład z tej kategorii. W Nowej Zelandii (a dokładnie w Auckland, na Albert Street) na specjalnym billboardzie została umieszczona gigantyczna pinezka i tuż obok niej całkiem spory balon (w kształcie truskawki), który jest stopniowo nadmuchiwany.

| Czytaj całość wpisu… »

Zamówienie z Amazona - cz. 1

Wczoraj przyszła pierwsza część mojego ostatniego zamówienia z Amazona. Na razie tylko cztery książki (1. Critical mass: how one thing leads to another; 2. Microtrends: surprising tales of the way we live today; 3. The advertised mind: groundbreaking insights into how our brains respond to advertising; 4. Predictably irrational: the hidden forces that shape our decisions), ale wszystkie są tak super, że muszę się nimi od razu (tzn. jeszcze przed przeczytaniem :)) podzielić. Wszystkie z tzw. kategorii “consumer behaviour”. Poniżej krótkie “recenzje” po tzw. szybkim przejrzeniu, szersze opracowania mam nadzieję wkrótce* - już po przeczytaniu.

| Czytaj całość wpisu… »

Domino City, czyli część 5 reklamy Sony Bravia

Sony wypuściło właśnie na rynek kolejny spot. Piąty z serii. Tym razem nie ma w nim piłek, farby, plasteliny ani piany. Ale jest za to domino (czyli pozostajemy w obszarze dziecięcych zabawek, jakby nie patrzeć). Kręcony w Indiach, przez 10 dni, przy czynnym udziale 132-osobowej ekipy jest oczywiście bardzo piękny i bardzo kolorowy. Ale po obejrzeniu zwłaszcza making-of, dochodzę do wniosku, że nie ma już takiego rozmachu jak poprzednie “odcinki”. Tym bardziej, że wykorzystano zaledwie 100 klocków domina (nie ma znaczenia, że jeden taki klocek miał prawie 2 m wysokości). Nie ma co ukrywać, kilkanaście (a później zmontowanych w “setki”) przewracających się klocków nie robi już takiego wrażenia jak tysiące piłek na ulicach San Francisco czy hektolitry farby w Szkocji. Powiem więcej - wygląda to dość… biednie (widać to zwłaszcza w making of). No ale cóż. Wie to najlepiej branża filmowa - sequele (a zwłaszcza części dalsze niż druga) są naprawdę rzadko lepsze od oryginału.

| Czytaj całość wpisu… »

Wykop i co to oznacza

Ponieważ od wczorajszego popołudnia do dziś do godziny ok. 12 mój blog był nieczynny (co na pewno część z Was zauważyła), pozwalam sobie na dwa słowa wyjaśnienia w tej sprawie. Otóż sytuacja taka zdarzyła się, ponieważ wczoraj, mój mąż wrzucił na Wykop newsa o reklamie na przystankach (nie była to, dodam, żadna-zorganizowana-akcja-promocyjna, mój mąż zrobił to samowolnie i bez konsultacji :)). News ten (”z niewiadomych powodów” - ale o tym za moment) okazał się być tak popularny, że w ciągu dwóch godzin od jego publikacji na moją stronę weszło 3 800 osób (dla porównania dodam, że “normalnie” w ciągu dnia wchodzi ok. 100 osób), po czym… serwer padł (w rzeczywistości firma hostująca mojego bloga musiała odłączyć dostęp, ponieważ ruch na współdzielonym serwerze był tak duży, że zagrażał funkcjonowaniu innych stron; oczywiście też w ciągu tych dwóch godzin została “zjedzona” miesięczna wielkość dostępnego transferu). Kiedy niczego nieświadoma wróciłam do domu ok. 21, mój blog nie działał już od dobrych paru godzin. I kiedy mój mąż (winowajca :)) rzucił się do ratowania sytuacji (łącznie z zakładaniem backupów, mirrorów, zwiększaniem transferu i innych takich), ja stwierdziłam, że dzięki tej sytuacji przetestowałam właśnie - organicznie - działanie kilku zasad, wykorzystywanych w marketingu najczęściej intuicyjnie i przypadkowo. Nie ma więc tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo oto do jakich doszłam wniosków.

| Czytaj całość wpisu… »

Z klasyki ambientu, czyli przystanki inaczej

Ponieważ mamy już oficjalnie jesień, a w związku z tą porą roku konieczne są zawsze pewne przetasowania wykorzystywanych mediów (bo dzień krótszy, bo mniej ludzi na dworze etc. etc.), dziś subiektywny przegląd najciekawszych realizacji przystankowych. Specjalnie wybrałam citylighty, bo to akurat bardzo dobry “jesienny” nośnik (przede wszystkim dlatego, że jest podświetlany - nie ma więc znaczenia, że robi się ciemno o 16). Tak przy okazji muszę powiedzieć, że CL to w ogóle fajny nośnik - do jego zalet należy przede wszystkim długi czas kontaktu z odbiorcą (średni czas oczekiwania na przystanku to ok. 7 minut, a respondenci deklarują, że w trakcie oczekiwania na autobus/tramwaj albo spacerują, albo czytają reklamy umieszczone we wiacie). W przypadku CL trzeba jednak pamiętać, że bardzo silnie nadreprezentowana jest tu grupa młodzieży. Ponad połowa osób, które deklarują, że zwracają uwagę na tę formę reklamy, jest w wieku 15-34 lata. Tak więc nie zawsze jest to najlepszy nośnik dla wszystkich kategorii produktów (ostatnio zastanawiałam się nad sensem reklamowania na CL laptopów za 3,5k PLN - właśnie trwa taka kampania Orange i Della). Ale dobra. Już więcej nie mówię. Zapraszam do oglądania :).

| Czytaj całość wpisu… »