Street art według Orbit
Widzę, że street art i graffiti wykorzystywane są w reklamie ostatnio coraz częściej. I co ciekawe, po ten rodzaj komunikacji sięgają marki, które z tzw. kulturą uliczną nie miały dotychczas wiele wspólnego. No cóż, nie da się ukryć. Tzw. przestrzeń publiczna (w tym ulice, chodniki, mury, kosze na śmieci etc.) ma wiele zalet. Pierwszą i niezaprzeczalną jest chociażby zasięg (ile ludzi przemieszcza się codziennie głównymi “deptakami” miast: Świętojańską w Gdyni, Półwiejską w Poznaniu czy Nowym Światem w Warszawie?). Drugą - możliwość dotarcia do specyficznych grup docelowych (znając rozkład dnia danej TG i miejsca, w których ta grupa przebywa, można efektywnie=niskokosztowo rozplanować komunikację). Oczywiście, malowanie czarnym sprayem chodników czy bezmyślne rozklejanie naklejek jest nielegalne i takich działań nie pochwalam (w rzeczywistości mają niekorzystny wpływ na postrzeganie marki). Ale taka akcja jak “Dirty Mouth” przeprowadzona przez Orbit, to już zupełnie co innego.
Orbit:
Dodam tylko, że na rynku istnieją specjalne spraye pudrowe/ kredowe - są oczywiście relatywnie droższe, ale za to schodzą z chodnika po pierwszym deszczu (a jeśli długo nie będzie padać, to wytrą je po prostu przechodzący ludzie). Przy stosowaniu tego typu materiałów nie ma problemu z zaśmiecaniem miasta - to raz. A po drugie - reklamowe bazgroły nie straszą po zakończeniu kampanii.
Via: Bloguerrilla
Podobne wpisy:
4 Komentarze dla “Street art według Orbit”
Dodaj komentarz:







Przy drugiej kreacji zwrócono tez uwagę na, było nie było, zdewastowaną przestrzeń miasta :).
@reklaMAN: raz, ze zwrocono uwage; dwa, ze wykorzystano ja w swietny sposob, intrygujac, a takze zmieniajac przasny i zdewastowany chodnik w ciekawa probke sztuki ulicznej. Takie zawlaszczenie przestrzeni miejskiej przez reklame jak najbardziej popieram wszystkimi konczynami :)
Ciekawe tylko, czy miasto dostało za to choćby złotówkę? Z jednej strony - przyznaję, że rysunki świetne i zabawne, ale z drugiej - to wchodzenie z buciorami na teren publiczny ze swoimi “odlotowymi” pomysłami. Szczerze mówiąc wolę jednak akcje na “legalnych” nośnikach, bo z punktu widzenia przechodnia wiem przynajmniej, że cierpię (oglądając je mimo woli) dla dobra ogólnego (tj. dla pieniędzy, które zasilą kasę miasta). Reasumując - dla mnie to nadal zwykły wandalizm, a walory estetyczne czy marketingowe mają drugorzędne znaczenie.
fajny pomysł, ciekawe czy rysunki odporne są na deszcz