Archiwum: wrzesień 2008

 
 

Wszystko, co chcieliście wiedzieć o zaangażowaniu, a baliście się zapytać :)

Do tego wpisu zainspirował mnie film (zamieszczam poniżej) z akcji promocyjnej przeprowadzonej przez agencję JWT dla baru Sushi Roll w Australii. Ogólnie chodzi o zaangażowanie - takie trochę słowo-wytrych obecnie, ale pewną oczywistość, jeśli obejrzy się film (BTW: zastanawiam się, czy reklama w telewizji, nawet w czasach swojej najlepszej świetności, była w stanie AŻ TAK zaangażować odbiorcę; nie sądzę…). No więc oglądając ten film, pomyślałam: ale o co chodzi z tym zaangażowaniem? (bo oczywiście sama też zawsze powtarzam tonem-wszechwiedzącym-i-nieznoszącym-sprzeciwu: reklama powinna angażować!). Ha! Jeśli jednak człowiek (tzn. ja :)) zastanowi się głębiej, przychodzi pytanie: ale po co? Dla samego zaangażowania? A może reklama powinna angażować po to, żeby konsument ją dotknął, pomacał czy pogłaskał (jak na wspomnianym filmie właśnie)? Nie mogłam tych pytań pozostawić bez odpowiedzi, więc mamrocząc pod nosem: Proszę mi tu zaraz przedstawić jakieś twarde dane! - zaczęłam ryć swoją bazę.

| Czytaj całość wpisu… »

Marketing bezpośredni w wersji B2B

Szczerze mówiąc, nie przepadam za marketingiem bezpośrednim, zwłaszcza na rynku B2C. Oczywiście wiem, że ta forma komunikacji ewoluuje, że stawia na bezpośrednie relacje itd. itp., ale mimo tego wciąż kojarzy mi się z przesyłkami pocztowymi, telemarketingiem, bazami konsumenckimi, katalogami, kuponami etc. Mówiąc krótko - ze swego rodzaju akwizycją i nachalnością. Trochę inaczej, a właściwie - bardziej kreatywnie, marketing bezpośredni wygląda na rynku B2B. Ostatnio czytałam o bardzo fajnej akcji ZERO for Viruses zorganizowanej dla Windows Server 2008 i skierowanej do menedżerów IT (dostali oni przesyłkę, w której znajdował się specjalny słoiczek zawierający żywe bakterie formujące po 3 dniach napis: zero; film z przygotowania akcji znajduje się tutaj - konieczna rejestracja). A kilka dni temu mój mąż przyniósł mi przesyłkę, która trafiła do jego firmy od dilera Toyoty.

| Czytaj całość wpisu… »

Pamiętasz o oliwkach? Case study kampanii “Oliwki. Perły Hiszpanii.”

AKTUALIZACJA 27/09/08
Ponieważ agencja Orangeblue podesłała mi właśnie więcej materiałów z kampanii dotyczącej hiszpańskich oliwek, zamieniam wpis z “newsa” na “case study”.

Nie sądziłam, że tablica korkowa może zwrócić moją uwagę. Taki prozaiczny przedmiot. A jednak! Dziś zrobiłam zdjęcie nośnika (zamieszczam poniżej) z kampanii “Pamiętaj o hiszpańskich oliwkach”. Zobaczcie sami i powiedzcie, czy nie jest super? :)

| Czytaj całość wpisu… »

Spore - co lepsze: kampania czy gra?

Muszę powiedzieć, że zawsze jestem pod wrażeniem informacji dotyczących rynku gier komputerowych: liczby osób grających (w Stanach gra już podobno 72% populacji), ich wieku (zapomnijcie o 16-latkach, do gier nierzadko zasiadają osoby w wieku 30+), czy wreszcie wielkości budżetów wydawanych na reklamę w grach (wg raportu Branded Entartainment Marketing Forecast 2008-2012* w 2007 roku na tę formę komunikacji wydano 217mln$ i obecnie jest to najszybciej rosnący segment z kategorii branded entartainment; nic dziwnego, w ten sposób marketerzy mają szansę dotrzeć do bardzo atrakcyjnej grupy 18-34, która ogląda znacznie mniej TV, a znacznie więcej gra w gry komputerowe i online). Mimo tego przydługiego wstępu nie będę dziś jednak pisać o advergamingu (to szerszy temat, bardzo ciekawy i na czasie, zbieram więc jeszcze trochę danych, żeby przygotować w miarę wyczerpujący materiał - mam nadzieję, że już wkrótce). Ale w tematyce gier jeszcze przez chwilę zostanę :).

| Czytaj całość wpisu… »

I’m not a Mac and I’m not a PC. Ale kampania jest super.

No więc tak. Niniejszym oficjalnie zabieram głos w dyskusji dotyczącej wyższości Maca nad PC i odwrotnie (hmm… nie przypomina Wam to przypadkiem dyskusji o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą?). Ok. Zacznę zatem od tego, że: I’m not a Mac and I’m not a PC (tak, nie daję się wciągnąć w żadne psychologiczne gierki; polaryzacji, na której opiera się ten niby-konflikt, mam już wystarczająco dość na co dzień: co lepsze? prawica czy lewica? kobieta czy mężczyzna? kitesurfing czy windsurfing? snowboard czy narty? itd. itp. - można tak w nieskończoność…). A dzięki temu, że nie opowiadam się po żadnej ze stron (korzystam z PC BTW), z przyjemnością stwierdzam, że obecna kampania Microsoftu jest super. Dlaczego? Poniżej kilka powodów.

| Czytaj całość wpisu… »

Nie przyszła góra do Mahometa…

Dziś niedziela, więc będzie tematycznie. O niechodzeniu do kościoła. Od razu jednak zaznaczam, że do tematu podchodzę wyłącznie reklamowo. Bez żadnych podtekstów społecznych, religijnych, politycznych, choć oczywiście mam przykrą świadomość problemu laicyzacji Europy, pustych katedr na zachodzie, basenów w starych synagogach i dyskotek w opuszczonych ewangelickich kościołach… Akcja przeprowadzona parę lat temu przez agencję Jung von Matt dla Kościoła Protestanckiego w Niemczech wpisuje się w ten trend. Jej celem było zachęcenie wiernych, aby zaczęli chodzić do kościoła. A ponieważ oni sami nie chcieli tego za bardzo robić, kościół postanowił przyjść do nich. Dosłownie. W ten sposób powstał pierwszy na świecie przenośny (bo nadmuchiwany) kościół.

| Czytaj całość wpisu… »

Jedyny raz, kiedy wchodzimy ci do… ekhm… pupy

No więc nie ma to jak consumer insight… Ale od początku. Nigdy nie pracowałam w branży bieliźniarskiej, ale nawet gdyby, to i tak pewnie nie przyszłoby mi na myśl, że w przypadku slipów dla mężczyzn ważne jest to, żeby nie wchodziły do… pupy. Nie przyszłoby mi na myśl, bo kobiety nie mają z tym raczej problemu (vide: stringi). Jak się jednak okazuje, myślenie kobiece w tym przypadku się nie sprawdza. Tak. Właśnie uświadomiła mi to czeska firma Styx Underwear. To właśnie ta firma przeprowadziła kampanię prasową pod hasłem: “This is the only time we are getting into your ass.” (tłum. To jedyny raz, kiedy wchodzimy ci do tyłka.)

| Czytaj całość wpisu… »

The amplification effect*

Przeczytałam dziś o akcji, którą przeprowadził w zeszłym tygodniu Rigips na nośnikach AMS. Tak, tak - chodzi mi o tych żywych ludzi, którzy zasiedli w piątek (12/09) na krzesłach przymocowanych do trzech billboardów w centrum Warszawy (w ten sposób Rigips komunikował wytrzymałość produkowanych przez siebie płyt kartonowo-gipsowych). Akcja oczywiście bardzo fajna. Ale ja nie o tym. Czytając o żywych billboardach Rigipsu, pomyślałam sobie, że wszystkie (albo przynajmniej 95% z nich) niestandardowe akcje prowadzone są… w Warszawie. No więc ja pytam - dlaczego? A ponieważ zapytałam głośno, Marek (kolega z zespołu) odpowiedział, że prawdopodobnie dlatego, że 90% centrali dużych firm mieści się w Warszawie i zawsze dobrze przeprowadzić taką akcję pod oknem prezesa. Ok. Zgadzam się. Ale to nie jedyna przyczyna. I nie najważniejsza.

| Czytaj całość wpisu… »

Street art według Orbit

Widzę, że street art i graffiti wykorzystywane są w reklamie ostatnio coraz częściej. I co ciekawe, po ten rodzaj komunikacji sięgają marki, które z tzw. kulturą uliczną nie miały dotychczas wiele wspólnego. No cóż, nie da się ukryć. Tzw. przestrzeń publiczna (w tym ulice, chodniki, mury, kosze na śmieci etc.) ma wiele zalet. Pierwszą i niezaprzeczalną jest chociażby zasięg (ile ludzi przemieszcza się codziennie głównymi “deptakami” miast: Świętojańską w Gdyni, Półwiejską w Poznaniu czy Nowym Światem w Warszawie?). Drugą - możliwość dotarcia do specyficznych grup docelowych (znając rozkład dnia danej TG i miejsca, w których ta grupa przebywa, można efektywnie=niskokosztowo rozplanować komunikację). Oczywiście, malowanie czarnym sprayem chodników czy bezmyślne rozklejanie naklejek jest nielegalne i takich działań nie pochwalam (w rzeczywistości mają niekorzystny wpływ na postrzeganie marki). Ale taka akcja jak “Dirty Mouth” przeprowadzona przez Orbit, to już zupełnie co innego.

| Czytaj całość wpisu… »

Horror w biały dzień

Uch. Jak ja nie cierpię horrorów. Całe więc szczęście, że nie mieszkam w Nowym Jorku. Dlaczego? Bo w zeszłym tygodniu Times Square został zaatakowany przez Chucky’ego (pamiętacie? tego z horroru Laleczka Chucky?). Gdyby tego było mało, Chucky wystąpił w sześciu osobach jednocześnie. I gonił z tasakiem przypadkowych przechodniów… W taki oto “przemiły” sposób 20th Century Fox promował 20-rocznicowe wydanie na DVD filmu Child’s Play (pol. tytuł Laleczka Chucky). Nagranie przedstawiające to, co działo się na Times Square - poniżej. I choć premiera Chucky’ego miała miejsce dokładnie 20 lat temu, jego legenda - jak widać po reakcjach przechodniów - wciąż jest żywa (ja sama, gdybym spotkała taką “laleczkę”, wiałabym ile sił w nogach… :)).

| Czytaj całość wpisu… »