O uczciwej komunikacji

communicationisabellecardinal.jpgDo napisania tego tekstu zainspirowała mnie sprawa, która wydarzyła się na blogu ZjadamyReklamy. Nie będę jej tu szczegółowo opisywać - zainteresowanych odsyłam do materiałów źródłowych: tu i tu. Nie mam również zamiaru tłumaczyć, ani tym bardziej oceniać postępowania pani Joanny. Ale jestem w stanie zrozumieć, z czego takie postępowanie mogło wynikać. Przede wszystkim z tego, że w mediach panuje czasem przekonanie, że to, co wychodzi z działów PR - choćby nie wiadomo jak było ciekawe, zalatuje “krypciochą” i nie ma sensu o tym pisać czy mówić.

Jako przykład posłużyć może nam telewizja publiczna, która specjalistów z konkretnych firm i wypowiadających się na konkretny temat podpisuje imieniem, nazwiskiem i sformułowaniem typu “firma produkująca meble” (wciąż nie rozumiem, dlaczego nie może pojawić się pełna nazwa firmy?). Co gorsza, z podobnego założenia wychodzi też część blogerów (!). Na PolskimBloggerze czytamy:

Przesyłam informację prasową kiedy widzę coś takiego mój mózg zamienia ten ciąg znaków na coś co znaczeniowo odpowiada temu wyrażeniu Poniżej przesyłam reklamowy bełkot o naszym nowym, zajefajnym serwisie - może zareklamujesz nas na swoim blogu?. Nie, dziękuję! Postoję!”

A ja pytam - jakie znaczenie ma to, w jaki sposób ktoś zachęca do przeczytania/ zobaczenia tego, co stworzył? Jeśli wysyła do mnie komunikat, to znaczy, że docenia mnie jako dziennikarza, czy jako blogera - i chce, bym poświęciła swój czas i napisała o tym lub nie. To do mnie przecież należy ocena, czy przesłany komunikat ma jakąś wartość, czy też nie. Najważniejsza jest sama informacja - cała otoczka (personalizacje, per ty czy na pan, dzień dobry czy dobry wieczór etc. - to tylko “psychologiczne gierki”). Piszę, jak umiem. Wysyłam to, co uznaję za ciekawe. Ty (dziennikarz, blogger) oceniasz, czy Ci się to podoba, czy nie.

Ale wracam do sedna. Informacja, która obecnie najbardziej się liczy, to informacja “niezależna”, pochodząca od postronnego użytkownika. Pani Joanna widocznie zna tę zasadę i jako marketer, który chciał być skuteczny, uznała, że lepiej wysłać informacje na temat swojej firmy z prywatnego konta. Nie popieram takiego zachowania, bo sama wyznaję zasadę, że najskuteczniejsza jest prawdziwa, rzetelna i jasna komunikacja. Ale nie popieram też tego, co wydarzyło się potem na blogu, w samym wpisie i następnie w komentarzach. Bo dla mnie to był po prostu lincz. Łatwo krytykować kogoś - z imienia, nazwiska, stanowiska i firmy, w której pracuje - zza internetowego nicka (to a propos komentarzy typu: “Skąd ona się urwała? Mam wrażenie, że intelekt pani [del] kuleje.”).

Doceniam blogerów, mam świadomość ich “siły sprawczej” i cenię za pasję, rzetelność i zaangażowanie. Ale blogerzy to przecież nie żadne istoty boskie ani nadludzie. I dlatego uważam, że mimo ich wyjątkowej (silnej) pozycji powinny obowiązywać ich (nas?) takie same zasady, jakie powszechnie obowiązują w biznesie. Tym bardziej, że EIrena sama pisze, że: “dobrym początkiem byłoby przekazanie pracownikom, że z blogerami mają rozmawiać tak jak z dziennikarzami czy partnerami biznesowymi.” Ok - a więc skoro partnerzy biznesowi, to zasady współpracy działają w dwie strony. Marketerzy nie mogą się podszywać pod zwykłych internautów (tym bardziej, że jest to obecnie zakazane ustawowo!), ale bloggerzy nie powinni ich publicznie piętnować, wyszydzać czy ośmieszać.

I to tyle z mojej strony. A na zakończenie przykład, jak w Stanach Sony współpracuje z blogerami. Właśnie ostatnio zaprosił 200 z nich na “making of” swojej najnowszej reklamy pt. Sony Foam City (kolejna odsłona Sony Bravia). Dodatkowo wyposażył ich w kamery, żeby każdy samodzielnie mógł nagrać powstawanie spotu, a zwłaszcza to, jak działa największa na świecie maszyna do robienia piany (wyrzucająca 2 miliony litrów piany na minutę (!). Poniżej dwa z nagranych filmików.

Jak działa maszyna:
You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

Ile wyprodukowano piany - NIESAMOWITE:
You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

Więcej oczywiście na YouTube.

Ilustracja we wstępniaku: by Isabelle Cardinal

Podobne wpisy:
dodajdo

 
 

3 Komentarze dla “O uczciwej komunikacji”

  1. Mediafun (30 marzec 2008, 17:32 )

    Pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą w kilku sprawach. Błędne jest założenie że blogerzy czekają na informacje i cieszą się jak dostają je bo ktoś docenia ich jako dziennikarza. Sam to obserwuję u siebie i też często rozmawiałem z marketerami i osobami z działów PR o tym jak rozumieją blogi, jest różnie sama na pewno wiesz. Jedni traktują blogi na kilogramy „ok, teraz ślemy informacje do 50 blogerów” inni najpierw grzecznie mailują „Panie Maćku, czy możemy przesłać Panu informacje prasową”. Akurat w przypadku mojego bloga, trochę działam jak redakcją, i czekam na informacje prasowe i nie trzeba się mnie pytać aby wysłać maila (dostaje ich i tak sporo), ale błędnym jest zakładanie, że tak jest z każdym blogiem… nawet tym popularnym. Blog to nie instytucja czy nie przedsięwzięcie biznesowe… to miejsce którego charakter określa sam autor, więc cieżko przykładać do każdego standardy dziennikarskie. Na marginesie, nie wiem dlaczego (mi też często zarzucają) że blogerom często zarzuca się nierzetelność dziennikarską :-)

    To, że Irena pojechała po nazwisku ma swoje dobre strony… Pewnie niedopuszczalny byłby taki tekst na portalu czy w magazynie branżowym (chociaż zerknij tutaj: http://blog.mediarun.pl/2008/03/20/belka-w-oku/).. ale święte prawo blogera co robi u siebie. Odwracając sytuację… gdyby Irena napisała naokoło “pewna pani” “pewna firma” to czy spotkałoby się to z jakąkolwiek reakcją, czy dyrektor marketingu pisałby maila późnym wieczorem. Właśnie za to lubię blogi… dobrze że są niepokorne.

    Zobacz jak szybko w sumie sprawa się wyjaśniła i zakończyła… była wpadka, ktoś to zauważył, opisał, firma zareagowała i wyciągnęła wnioski, inni mogą to traktować jako lekcję - wg. mnie to dobry schemat. Błędów nie popełniają tylko ci co nic nie robią.

    Przy okazji.. czy za ujawnienie w ten sposób korespondencji jest jakiś paragraf? (mail był prywatny, pewnie nie było w nim żadnej firmowej klauzuli o poufności).

  2. Natalia Hatalska (30 marzec 2008, 21:07 )

    Mediafun - zgadzam się z Tobą w 100%, że bloger na swoim blogu ma prawo robić to, co mu się podoba (w końcu to jego blog :)). Ale chodziło mi tu o coś innego - o zwykły ludzki odruch, o to, że takim wpisem można komuś po prostu zaszkodzić. I wiem, że w branży czasem kogoś się “obsmaruje” (przykładem mogą być chociażby absolutnie złośliwe - i zarazem naprawdę inteligentne i trafiające w sedno - wstępniaki Presserwisu), ale to jest jeden strzał (najczęściej zasłużony) i koniec. A tu ktoś został wystawiony pod pręgierzem i wielokrotnie (nie raz) obsmarowany i obśmiany w komentarzach. Oczywiście, odrębną kwestią jest to, jak niektórzy w Polsce “rozumieją” działanie marketingu szeptanego - najczęściej zupełnie na opak. To oczywiście szerszy problem, który m.in. wynika z tego, że ta forma komunikacji dopiero w naszym kraju raczkuje. Marketerzy muszą naprawdę wiele jeszcze się w tym zakresie nauczyć. Natomiast co do paragrafu za ujawnienie korespondencji - czy jest? Nie wiem. Na pewno jest za to paragraf za podszywanie się pod konsumenta - ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, art. 7 (”Nieuczciwymi praktykami rynkowymi w każdych okolicznościach są następujące praktyki rynkowe wprowadzające w błąd:”), pkt 22 - “twierdzenie lub stwarzanie wrażenia, że sprzedawca nie działa w celu związanym z jego działalnością gospodarczą lub zawodową, lub podawanie się za konsumenta, jeżeli jest to niezgodne z prawdą”.

  3. Jak tradycyjne media postrzegają blogi : Blog.Mediafun.pl (31 marzec 2008, 00:02 )

    [...] rozmawiać. Linki proponuję odwiedzić w proponowanej przeze mnie kolejności: pierwszy drugi i trzeci. Tags: blogi, internet, Kongres PR, media, PR, [...]

Dodaj komentarz: